Czerwiec 2025 ISSN 1731-5069 nr 6 (298)
Pismo rzymskokatolickiej parafii p.w. św. Elżbiety w Warszawie-Powsinie
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Muszę Was spytać: co tu robicie? Jak Parafianie św. Jana Marii Vianney’a powiedzielibyście „Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie!” Jesteśmy w kościele, w którym uczymy się patrzeć w oczy Jezusowi przez wstawiennictwo Maryi Tęskniącej.

Wzrok jest bardzo ważnym zmysłem. Odkrywamy to, kiedy spotykamy osoby słabo widzące albo nie widzące – jak mały jest ich świat i jak trudny jest ich świat, kiedy nie widzą albo słabo widzą. Jak ważny jest wzrok, dobry wzrok kierowcy – jeżeli źle widzi, to źle prorokuje i jego podróży, i wszystkim ludziom, którzy są obok niego. Ale nie wystarczy widzieć drogę, widzieć znaki, widzieć inne pojazdy, widzieć ludzi. Dobrze jest widzieć jeszcze głębiej, jeszcze więcej. Wśród kierowców jest taki zwyczaj, dobry zwyczaj, że sobie wieszają – wieszamy, jeśli to również Wasz zwyczaj – różańce. Tak się kiwa przed oczami różaniec, te paciorki Zdrowasiek, ten krzyżyk Jezusowy… Można powiedzieć, że to jest taki trochę „celownik”, taka „luneta”, dzięki której można stale, jeżdżąc po różnych drogach życia, mieć tę właściwą perspektywę ostateczną tego, dokąd jedziemy. Bo nie wystarczy znać tych odcinków, drobnych odcinków, które nam życie wskazuje do pokonania: do szkoły, do pracy, do sklepu, na wakacje, z wakacji, na wesele, z wesela… Trzeba widzieć jeszcze więcej – jeszcze trzeba widzieć skąd jedziemy i po co jedziemy? I ten różaniec kiwający się nam przed oczami jakoś o tym przypomina, jest właśnie takim [elementem], który wprowadza Bożą perspektywę w to wszystko, co się z nami dzieje. Różaniec pokazuje, dokąd idziemy i do kogo jedziemy! Różaniec pokazuje kto za nami tęskni!
Chciałem dzisiaj do Was, ludzi różańcowych w większości – nie wiem czy to wszyscy, ale wiem, że tutaj jest większość ludzi różańcowych – powiedzieć, że różaniec mi się kojarzy z taką modlitwą tęsknoty. Jakże nie przypomnieć sobie tego, jakże nie mówić o tym tutaj, kiedy jesteśmy pod bacznym spojrzeniem Matki Bożej Tęskniącej. W różańcu, wydaje mi się, że spotyka się ludzka tęsknota z Bożą tęsknotą. Tęsknota to nie jest jakiś żal, jakiś smutek, chociaż twarz [Matki] Tęskniącej jest zamyślona. To nie jest twarz rozedrgana jakąś taką zewnętrzną, upojną radością. Tęsknota zakłada, że jest coś ważnego ku czemu grawitują nasze serca – to jest taka duchowa siła grawitacji. Jest coś ważnego, jest coś pięknego, jest coś cennego niesłychanie, coś do czego ja dążę, do czego się pochylam. To jest coś prawdziwego, coś możliwego, ale jeszcze nie do końca zrealizowanego. Św. Augustyn powiedział, oprócz wielu takich zdań i fraz, które zapamiętaliśmy z jego twórczości, napisał takie piękne zdanie, które właściwie jest streszczeniem tej tęsknoty, o którą chodzi: „Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie!” Czy to nie jest taka umowna definicja tęsknoty? Stworzyłeś mnie dla siebie i to moje serce ciąży ku Tobie! Moje serce wie, dokąd zmierza, moje serce pragnie Ciebie, pragnie być bliżej, pragnie Komunii z Tobą. Ponieważ jeszcze jestem w drodze – to jeszcze nie jest spełnione, jeszcze nie jest 100-procentowe. To jest tęsknota!
W różańcu zatem spotykamy naszą tęsknotę z tęsknotą Bożą, z tęsknotą, która się w Maryi, bardzo pięknie – tak ikonicznie – nam przedstawia. Maryja jest w Ewangeliach ukazana jako Ta, która tak towarzyszy Jezusowi, właśnie przez ową tęsknotę. Najpierw tęskni, jeszcze nie wiedząc, że tęskni za Jezusem, tęskni jako pobożna córka Izraela, tęskni za wypełnieniem się Bożych obietnic. Ona jeszcze nie wie, jak one mają się wypełnić, ale w Piśmie świętym one są zapowiedziane i pobożny Izraelita czeka na nie, tęskni… Maryja też tęskni, nawet nie wiedząc jeszcze, że to Jej marzenie, to Jej oczekiwanie spełni się przez konkret Dziecka, przez konkret Jej Syna. W Zwiastowaniu już o tym wie, ale jeszcze Go nie widzi i tęskni za tą chwilą, kiedy Go zobaczy. Czuje Jego życie w sobie, ale jeszcze Go nie widzi! Tęskni! Kiedy się urodzi, jak każda matka, tęskni za tym, żeby wzrastał. Największe pragnienie, marzenie, tęsknota każdej matki, żeby jej dziecko wzrastało w łasce u Boga i u ludzi, żeby było silne, mądre, piękne, twórcze, szczęśliwe. Maryja też tęskni za tym, ale Jej tęsknota jest trochę inna niż tęsknoty na tej ziemi. Ona wie, że to Jej dziecko ma jakieś niesamowite, głębokie, Boże powołanie. I tęskni, żeby się to powołanie spełniło, żeby Jezus ukazał to, do czego jest powołany, żeby się te wszystkie Boże zapowiedzi w Nim spełniły. A więc przez 30 lat tego wypatruje patrząc na Syna, który dorósł, który pracuje, który nosi w sobie jakąś Tajemnicę. Czeka, kiedy ta Tajemnica wybuchnie! Potem, kiedy Jezus z Apostołami chodzi po Galilei, Judei, głosi Ewangelię, Maryja boi się i tęskni, boi się jak to się wszystko skończy, bo groźne chmury zbierają się nad głową Jej ukochanego Syna. Ale przecież jest wierną Izraelitką, wierzącą kobietą. Ona wie, że Bóg wie więcej i Bóg przewidział wszystko, więc czeka na spełnienie się tego do końca w Jezusie.
Być może najtrudniejsza była ta tęsknota w Maryi w tajemnicach bolesnych, kiedy ta wola Boża, kiedy plan Boży rozwijał się nie tak, jak po ludzku by się chciało. Jeżeli ludzkie tęsknoty dobrze streszczone są w najpopularniejszych życzeniach, jakie sobie składamy, czyli „Zdrowia, szczęścia i pomyślności!” to sekwencja tajemnic bolesnych na pewno nie jest rozwijaniem tego motywu, na pewno nie jest komentarzem do tego scenariusza. Jest szokująco inna! Ale i wtedy Maryja milczy i czeka, milczy i tęskni, bo wie, że Bóg ma ostatnie słowo.
I tajemnice chwalebne… Wydaje się, że to wszystko, co było przedmiotem tęsknoty się spełniło. Ale nie spełniło się jeszcze ostatecznie! Czy jakakolwiek matka, czy jakikolwiek ojciec, który sam osiągnął wiele – powodzenie, szczęście, majątek – może być spokojny i może być w pełni szczęśliwy, kiedy jego dziecko, jego dzieci są jeszcze w drodze i nie wiadomo, co z tego wyniknie? Skoro Maryja jest Matką wszystkich uczniów Chrystusa, to Jej tęsknota obecnie ma kształt oczekiwania na spełnienie się Bożej historii, Bożego powołania, historii świętej – we mnie, w Tobie, w Tobie i w Tobie, w nas wszystkich, którzy jesteśmy córkami i synami Maryi.
Jak modlić się różańcem jako modlitwą tęsknoty!? Nie wiem, jak modlicie się różańcem, każdy ma swoje doświadczenie, każdy ma swój sposób, macie swoje osiągnięcia, macie swoje klęski, choćby polegające na tym technicznie poprawnym odmawianiu, ale braku kontemplacji. Benedykt XVI chyba powiedział tak, że „różaniec bez kontemplacji jest jak ciało bez duszy!” Zdarza nam się pewnie – mówię o sobie, nie wiem jak Wy, może jesteście mocniejsi – zdarza nam się tak trzymać to martwe ciało różańca świętego… To hasło „tęsknota” może bardzo pomóc w tym przeżywaniu różańca, modlitwy różańcowej właśnie jako takiej: żywej, głębokiej mocnej. Człowiek, który modli się różańcem jak ktoś, kto tęskni, nie liczy paciorków. Owszem – coś musi liczyć, np. czas, który poświęca tej medytacji, ale paciorki nie są przedmiotem naszej kontemplacji. Ten, kto tęskni różańcem, można powiedzieć, że przy każdym paciorku, nie zatrzymuje się na tym drewnie, plastiku czy drogiej perle, ale zatrzymuje się przy twarzy Jezusa, twarzy Maryi. Nie zatrzymuje się przy swojej twarzy, którą odbijają Ich oczy – Jezusa i Maryi.


Jak to robić? Wy macie tutaj wielkie szczęście, że jesteście w tym kościele jak we własnym, rodzinnym domu, a w którym, właśnie przed Waszymi oczami, jest Ta, która wypatruje wypełnienia się Bożych obietnic w Was, która tęskni za tym, żeby się cała historia święta w Was dopełniła. Zatem – po prostu – przychodząc tutaj na korepetycje, bo przecież nasze różańce są przeżywane w różnych okolicznościach życia: i w drodze, i w domu, i w różnych miejscach; ale przychodząc tutaj od czasu do czasu na te korepetycje różańca w świętym miejscu, różańca w domu Maryi, możemy się uczyć tego, jak tęsknić w modlitwie, jak próbować szukać kontaktu ze wzrokiem Maryi i Jezusa. Maryja tęskni, ale czy ja tęsknię za tym, za czym tęskni Maryja? Czy ja pozwalam Jej tęsknić w sobie za tym człowiekiem, którego Bóg sobie wymarzył we mnie? Bo przecież Bóg wymarzył sobie kogoś we mnie! Bo przecież jesteśmy niedokończonymi projektami, bo przecież ciągle jesteśmy w drodze! Pozwólmy, by w czasie różańca, w czasie naszej modlitwy kontemplacyjnej, by otworzył się znowu ten głębszy horyzont naszego powołania. Mimo, że w życiu przyzwyczailiśmy się, że jest jak jest i może już inaczej nie będzie, że osiągnęliśmy swoje zewnętrzne jakieś granice rozwojowe. Mamy za sobą już jakieś klęski, rozczarowania, ale wewnętrznie nie możemy się na to zgodzić! W tym naszym życiu wewnętrznym nie ma granic! Otóż życie jest zaprojektowane na wieczność! I nie tylko teraz, po tej stronie czasu, mamy iść, mamy się rozwijać zgodnie z Bożym planem, z Bożym marzeniem. W różańcu celebrujemy coś, co w liturgii nazywa się pięknie – liturgia Eucharystii jest przecież tego najpiękniejszym przykładem – co się ładnie po łacinie nazywa „memoria futuri” – paradoksalne pojęcie – „memoria”, czyli „pamięć”, „wspomnienie”, ale „futuri”! Wspominamy przyszłość! Wspominamy przyszłość!
Patrzymy zatem na Maryję i Jezusa, patrzymy na tajemnicę Ich życia i tam widzimy siebie. Widzimy to, co już się spełniło i tęsknimy za tym, co się jeszcze nie spełniło, co jeszcze na nas czeka, do tego, czego chcemy i powinniśmy dążyć. To stanowi właśnie ta niesamowicie głęboka modlitwa, modlitwa ukochana przez świętych, modlitwa, która zrodziła świętych. Zapewniam Was, że to jest modlitwa, która wytworzy w Was to, co wspomina. To jest modlitwa, która zrobi z Was świętych. Nie zauważycie, bo to się stanie jakby przy okazji, bo to nie jest modlitwa, którą odmawiamy, to jest modlitwa, która odbywa się w nas, jeżeli Jej na to pozwolimy, odbywa się w nas, kiedy pozwalamy Bogu, by Jego tęsknoty się w nas zrealizowały.
Jak dobrze, że jesteśmy w domu, przed oczami Tęskniącej Maryi! Jak dobrze, że w tej godzinie skupienia, czuwania jesteśmy pod tęskniącym wzrokiem Jezusa, naszego Mistrza i Boga! Życzę Wam, żebyście pielęgnowali w sobie tęskny wzrok, żebyście jako dzieci Maryi Tęskniącej – pewnie niepodobne – nauczyli się tego najlepiej na spokojnym, głębokim, kontemplacyjnym życiu różańca. Amen.
Ks. Wojciech Bartkowicz

„Czytanki 1998 r.” wydano staraniem Parafii św. Elżbiety w Powsinie z okazji koronacji koronami papieskimi cudownego wizerunku Matki Bożej Tęskniącej. Wydano je za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Czytanki opracowała mgr. Hanna Kosyra-Cieślak. WP przypominają te teksty, które nadal są bardzo aktualne.
Żywych zwołuje,
Zmarłych opłakuje,
Bohaterów sławi,
Wszystkim przypomina,
Obowiązek względem Boga.
- głosi napis na wielkim dzwonie w dzwonnicy przy kościele św. Elżbiety w Powsinie. Dzwon nazywa się „Stefan”, a zawieszono go tu - obok dwu innych: „Zygmunta” i „Jana” - w 1949 roku. Wszystkie ufundowano ze składek parafian, którzy w tych trudnych czasach zdołali w ciągu pół roku zgromadzić - ogromną wówczas sumę 800 tysięcy złotych, aby nowym dźwiękiem rozbrzmiewała chwała Boga w Trójcy Świętej Jedynego i Maryi.

Matka Boża wybrała sobie powsińskiej kościół św. Elżbiety, aby wiernym zsyłać tu łaski za przyczyną swego cudownego wizerunku znanego pod nazwą Matki Bożej Tęskniącej. Ów. Łaskami słynący obraz już wkrótce zostanie udekorowany papieskimi koronami. Uroczystość odbędzie się w Powsinie 28 czerwca. Akt ten będzie wyrazem wdzięczności za cudowną obecność Boga pośród swego ludu oraz za dar wiary i nadziei dla całych pokoleń. Bowiem od co najmniej trzech wieków wierni doświadczają tu łask za przyczyną Matki Bożej Tęskniącej, która otaczana jest tu szczególną czcią i miłością.


Trzeba też powiedzieć, że w tym miejscu, które Maryja wybrała sobie, aby ludziom dobrze czynić, łaska Boża przejawia się także w szczególnym przywiązaniu parafian do świętego miejsca, w ich postawie ofiarności, odwagi, z jaką dbali zawsze o Dom Boży. Znamienne są słowa wypisane na dzwonie, noszącym imię na cześć Prymasa Tysiąclecia - gorącego czciciela Matki Bożej Powsińskiej. „Bohaterów sławi - wszystkim przypomina obowiązek względem Boga”. Obowiązek ten głęboko rozumieli i spełniali, jak mogli najlepiej, w trudnych latach historii Polski, powsińscy parafianie. Dokumenty i kroniki kościoła pokazują, jak kolejne ich pokolenia - z ojca na syna - podejmowały ów obowiązek dbania o kościół - wspólne dziedzictwo wspólnoty parafialnej.

Mówi o tym choćby historia powsińskiej dzwonów - starych dzwonów - które wisiały tu, zanim po drugiej wojnie światowej ufundowano nowe, staraniem ówczesnego proboszcza ks. Konstantego Kostrzewskiego i parafian. W czasie pierwszej wojny światowej żołnierze rosyjscy już zdjęli je z dzwonnicy na cmentarzu kościelnym, chcąc zarekwirować, ale trzej parafianie: Karol Mrówka, Józef Grabowski i Ignacy Wyrzykowski, postanowili je uratować. Zajęli strażników rosyjskich, prosząc na gościnę i rozmowę, a gdy ci zmęczeni pozasypiali, nocą schowali 2 dzwony w szopie przy dzwonnicy. Nie chcieli, aby spotkał je los poprzednika sprzed wieku, kiedy to w czasie powstania listopadowego w 1831 roku dzwon wagi 1 centnara i 21 pudów został zabrany do Arsenału Warszawskiego, a kościół otrzymał zań odszkodowanie 4 ruble i 42 kopiejki.

Podobne wydarzenie miało miejsce w czasie drugiej wojny światowej. W 1941 roku Niemcy przysłali rozkaz oddania im 3 dzwonów parafialnych. Nocą czterej mężczyźni: porucznik Hieronim Szewczyk, organista, Tadeusz Walczewski oraz rolnicy: Jan Penconek i Stanisław Latoszek, wszyscy członkowie AK wywieźli do Jeziorny i ukryli średni dzwon, wieszając na jego miejscu mały dzwonek cmentarny. Prawdziwy zwrócono kościołowi w 1945 roku i zawieszono na dawnym miejscu.

Niemcy zabrali także wówczas piszczałki od zabytkowych organów, wykonanych w 1927 r. przez warszawską firmę braci Zygmunta i Stanisława Kamińskich na zamówienie ks. Teofila Mierzejewskiego, ówczesnego proboszcza. Organy te stanowiły (i stanowią dziś) chlubę powsińskiego kościoła: 14-głosowe, o 3 klawiaturach, posiadające łącznie 826 piszczałek. Charakteryzują się niezwykle szlachetnym dźwiękiem, nie spotykanym u dzisiejszych instrumentów. Parafianie powsińscy w czasie okupacji odnaleźli Niemców, którzy ukradli cenne piszczałki i odkupili je od nich. Przydały się one do odlania nowych w czasie renowacji wykonanej w 1993 roku przez firmę Kamińskich, prowadzoną już przez synów przedwojennych właścicieli.

W czasie okupacji plebanię zajmowali Niemcy, którzy wieżyczce z sygnaturką na kościele mieli swój punkt obserwacyjny. Kościelny Franciszek Wyrzykowski starał się cały czas przebywać w kościele - zamiatał, wycierał kurze - doglądając kościelnych sprzętów. Gdy zarekwirowano dzwony, część wyposażenia - naczynia i szaty liturgiczne porozdawał ludziom do schowania, część zaś z pomocą pp. Pyzla i Mrówki, gospodarzy z Potłukał zakopał w beczce na cmentarzu. Gdy po wybuchu Powstania Warszawskiego hitlerowcy wysiedlili mieszkańców Powsina, wielu z nich, zwłaszcza starych, chowając się przed okiem Niemców pozostawało w pobliżu, starając się pilnować tak własnych gospodarstw, jak i majątku kościelnego. Dzięki staraniu tych i innych parafian dzisiejszy kościół św. Elżbiety w Powsinie - jeden z najstarszych kościołów archidiecezji i miejsce przebywania cudownego obrazu Matki Bożej Tęskniącej - posiada wiele zabytkowych sprzętów i dzieł sztuki, ocalonych przed zniszczeniem. Dają one świadectwo wielowiekowego dziedzictwa w tym miejscu, wybranym przez Maryję.
Opracowała
mgr Hanna Kosyra-Cieślak.
MIESIĄC SZCZEGÓLNY DLA CZCICIELI NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA.

Człowiek złożony jest z dwóch substancji, z duchowej i materialnej, czyli z duszy i ciała. Z tego też powodu, niejako z konieczności, żyje podwójnym życiem – wewnętrznym i zewnętrznym. Te dwa aspekty życia są ze sobą powiązane i wzajemnie na siebie oddziaływują. O ile życie zewnętrzne jest widzialne, wręcz namacalne i łatwe do obserwacji, o tyle z życiem duchowym nie jest tak łatwo. Na szczęście mamy jednak naszą osobistą centralę dowodzenia i jest nią nasze Serce. Serce pisane przez duże „S” w odróżnieniu od tego w klatce piersiowej. Jest wiele różnych definicji czym jest Serce. Do mnie przemawia ta, która twierdzi, że jest to miejsce, w którym nie ma „ściemy”. To tu konfrontujemy nasze czyny i sumienie. Wydaje się więc, że nasze życie bardzo zależy od tego co się tutaj dzieje. Królestwo Boże pośród was jest (Łk 17, 21). To dzięki Sercu możemy zwracać się do Boga wchodząc z nim w zażyłość, a on ze Swojego Serca nam nieustannie błogosławi i prowadzi na spotkanie.
Kalendarz:
Przypominamy też, że od niedawna, w dni powszednie (poniedziałek-piątek) godzina 17:00-18:00 jest możliwość adoracji połączonej z różańcem.
W tym miesiącu proponujemy rekolekcje miesięczne pod hasłem „Życie wewnętrzne”. Pełne omówienie proponowanego tematu można znaleźć w książce „Rok Święty członków Straży Honorowej i czcicieli Najświętszego Serca Pana Jezusa” autorstwa siostry Marii od Najświętszego Serca, założycielki Straży Honorowej. Książkę można otrzymać (gratis) na spotkaniu organizacyjnym 15-06-2026 na plebanii po mszy wieczornej.
Zapraszamy też do dołączenia się do naszych grup na WhatsApp – zgłoszenia proszę kierować na adres mailowy [email protected] .
Piotr Kossakowski
Kontakt: www.strazhonorowa-powsin.pl, [email protected]
Walki z Wieletami i Wolinianami trwały już blisko dwa lata, kiedy po dworach europejskich rozniosła się nowa, elektryzująca wiadomość. Oto w roku 965 Książe Mieszko wziął za żonę Dobrawę lub Dąbrówkę, córkę czeskiego księcia Bolesława I Srogiego z dynastii Przemyślidów. Sojusz ten z pewnością był trudny do wyobrażenia współczesnym, ponieważ z pozoru władcy ci byli naturalnymi konkurentami. Jednakże Bolesław I, od lat obserwujący ekspansywnego, polskiego księcia znał go znacznie lepiej niż inni europejscy władcy, a szczególnie ci, którzy widzieli w nim jedynie prymitywnego poganina. Bolesław I widział człowieka, który sparaliżował proceder handlu niewolnikami prowadzonego z jego ziem, co samo w sobie stało w jaskrawej sprzeczności z wartościami chrześcijańskimi, które wyznawał. Widział przywódcę jednoczącego ludy i sprawnie kierującego machiną wojenną. Z drugiej strony Mieszko znał siłę i potencjał groźnego księcia czeskiego. Z perspektywy prowadzonej kampanii oraz tego, co miało się wydarzyć nie mógł sobie pozwolić na wrogiego gracza na swoich tyłach. Dzieliło ich tylko jedno. Władca chrześcijański w żadnym przypadku nie mógł się sprzymierzyć z poganinem przeciwko innemu władcy chrześcijańskiemu. Z tego powodu Mieszko I złożył propozycję nie do odrzucenia. Oto on, Bolesław I a nie niemiecki Cesarz wprowadzi Mieszka i podległe mu ludy do świata chrześcijańskiego, a zrobi to bez przelewu ani jednej kropli krwi. Nietrudno wyobrazić sobie władców w porozumieniu podających sobie dłonie.

Na ziemie polskie ruszyli misjonarze. Od tej pory kolejne wydarzenia będą stopniowo odkrywać jak bardzo dalekosiężne plany snuł Mieszko i jak bardzo rozumiał współczesny mu świat. W roku 966 Polska przyjmuje chrzest z rąk czeskich. Wiadomość o tym wielkim wydarzeniu niesie się po chrześcijańskiej Europie z piorunującą prędkością i dociera na dwór papieża Jana XIII, który zaledwie rok wcześniej objął swój pontyfikat w Stolicy Apostolskiej. Trudno o lepsze wyczucie czasu na tak wspaniały prezent. Oto silny władca pogański w pokorze przyjmuje Światło Chrystusa. Oto ten, który nie widział a uwierzył bez przymusu świeckiego miecza! Chwała Chrystusowi! Niech żyje Ojciec Święty!

Na dworze cesarskim wiadomość przyjęto ze zmieszaniem. Zaprawieni w polityce dworzanie doskonale zdawali sobie sprawę z wagi tego co się dokonało. Chrzest Polski wprowadzał ziemie ludy podległe Mieszkowi w cywilizację łacińską. Poganie ci sami otworzyli się na ścieżkę wiodącą ku Zbawieniu. Otrzymali łaskę Wiary a przez to siłę, która miała regulować społeczność, być kompasem moralnym, kształtować jednostki jako osoby kompletne, cywilizowane. Cywilizacyjnie krok ten miał okazać się majstersztykiem i bramą do rozwoju. Z Wiarą Chrześcijańską na ziemie dzisiejszej Polski przybywać zaczęły zakony, które były nośnikiem Wiary, wiedzy i technologii. Z czasem młode państwo chrześcijańskie zaczęło rozwijać swoje życie naukowe oraz prowadzić intensywną wymianę handlową z innymi królestwami chrześcijańskimi. Ostatecznie położono kres handlu niewolnikami z terenów słowiańszczyzny, który już nigdy
się nie odrodził. Z perspektywy politycznej i militarnej Chrzest Polski odcinał teoretycznie możliwość usprawiedliwiania podboju krzewieniem Chrześcijaństwa. Jak wiemy z historii fakt ten dokonał się ostatecznie dopiero po Bitwie pod Grunwaldem, ponad 400 lat później, jednak w roku 966 Chrzest Polski przez Czechy sparaliżował cesarskie elity. Dla niemieckich margrabiów był to bezpośredni cios w ich źródła dochodów. Dla niemieckiej szlachty był to cios w ich kariery. Dla dworu cesarskiego był to hamulec ekspansji o mocy do tej pory niespotykanej.
Kiedy skonsternowane elity cesarskie zastanawiały się jak należy podejść do tego bezprecedensowego ruchu Mieszko I dalej realizował swój plan. Jego oczy ponownie patrzyły na północ. W roku 967 ruszył na Pomorze. Graf Wichman, ufny w swoją przewagę wyruszył mu na przeciw z około 6000 Wieletów i Wolinian. Mieszko wystawił w polu około 4000 piechoty. Armie starły się z łoskotem a siły polskie długo trzymały swoje pozycje. W pewnym momencie przewaga liczebna wroga zaczęła dawać o sobie znać a siły polskiego księcia zaczęły się wycofywać. Upojony wizją zwycięstwa Wichman ruszył z pełnym impetem jeszcze bardziej wginając centrum linii polskich wojów. Potęga tego uderzenia była nie do powstrzymania. W tym momencie rozległy się dźwięki rogów a na flankę Wieletów spadła drużyna księcia. Z drugiej strony uderzyło blisko 300 ciężkozbrojnej jazdy Bolesława I Srogiego, o której istnieniu na polu bitwy Wichman nie miał pojęcia. Zaskoczenie było całkowite. Szeregi napastników zafalowały I rozsypały się. Rozpoczęła się rzeź, celowa I metodyczna, która miała być przestrogą. W trakcie walk zginął również awanturniczy Graf Wichman. Zwycięstwo Mieszka stało się faktem, jednak władca wiedział, że to nie koniec. Na dworze cesarskim miał on bowiem jeszcze jedną grupę przeciwników. Niemieckich biskupów, którzy od lat kierowali ostrze krucjat na ziemie słowiańskie. Mieszko był zbyt wielkim realistą, żeby założyć koniec planów ekspansji niemieckiej. Jako władca będący nowym członkiem wspólnoty chrześcijańskiej odesłał miecz I zbroję Wichmana Cesarzowi na znak tego, że obaj walczący stoczyli pojedynek honorowy, rycerski, a wygrał lepszy. Ten cywilizowany gest ujął Ottona I, który przychylnie ustosunkował się do pokornej prośby Mieszka. Oto nawrócony książę pokornie prosi Cesarza o zgodę na przysłanie przez papieża biskupa, który jak dobry pasterz pokieruje losami nowej owczarni. Prośba ta miała głęboki wymiar polityczny. Cesarzowi pokazywała, że Mieszko wie kto jest prawdziwym władcą Europy. W X wieku Papiestwo było całkowicie podporządkowane woli Cesarza, który osobiście mianował kandydata na Tron Apostolski. Otton zgadza się na przysłanie biskupa w 968 r. Wiadomość tę Jan XIII przyjął z szalonym entuzjazmem i bez chwili zwłoki przyjął biskupa misyjnego Jordana. Wydarzenia te okazały się kolejnym genialnym ruchem polskiego władcy. Statut misyjny biskupa oznaczał, że był on odpowiedzialny wyłącznie przed Papieżem. Pomiędzy odległymi na tysiące kilometrów Mieszkiem I i Janem XIII nawiązała się nić porozumienia. Mieszko oddawał swe ziemie w bezpośrednie, duchowe władanie Papieżowi. Działanie to było kolejnym prezentem. Dokładało ono bowiem kolejną cegiełkę do gmachu niezależności Kościoła od Cesarstwa. Dla Mieszka było ono jednak o wiele ważniejsze. Podległość odległemu Papieżowi wykluczała podległość sąsiadującym biskupom niemieckim. Nietrudno sobie wyobrazić furię tych ostatnich. Szczególnie widoczną w biskupstwie magdeburskim, które odpowiedzialne być miało za dalszą ekspansję Wiary na wschód. W bezradnym szale biskupi z Magdeburga próbowali jeszcze fałszować różne dokumenty, ale było już za późno.
Chrzest Polski wyodrębnił ziemie i ludy Mieszka jako niezależne państwo chrześcijańskie. Ujmując zjawisko jako całość można z powodzeniem powiedzieć, że Chrzest Polski był najlepiej wykorzystanym triumfem Polski. Był to również bez wątpienia największy akt formacyjny w naszej całej historii. Historia Mieszka I i jego działań powinna być przedmiotem nieustannych wykładów dla całych pokoleń Polaków i świecić przykładem dla ludzi sprawujących władzę.
Wkrótce po Chrzcie, w 972 r. Mieszko I gromi pod Cedynią arcywrogiego mu margrabiego Hodona, który nie zgadzając się na niezależność bezczelnego, polskiego poganina zaczął prowadzić liczne rejzy na tereny Pomorza. Zwycięstwo to jasno świeciło nad narodzinami pierworodnego syna Mieszka I i Dobrawy, Bolesława, który okazał się godnym następcą swojego ojca i kolejnym potężnym oraz genialnym władcą. Nie gorszą spadkobierczynią ojca była jego córka Świętosława, którą wydał za króla duńskiego Svena Widłobrodego. W historiografii duńskiej znana ona była jako Sigrid Storada, czyli Sygryda Dumna. Bez wątpienia odziedziczyła ona po ojcu talenty, ponieważ na świat wydała I wychowała wielkiego władcę I wodza, Kanuta Wielkiego, który podbił Anglię.
Sam Mieszko I do końca życia realizował swoje dalekosiężne plany. Po śmierci czeskiego Bolesława I oraz Cesarza Ottona I dalej prowadził misterną grę. Lawirując pomiędzy kandydatami doprowadził do sytuacji, w której Cesarstwo (!) pomogło mu zdobyć należący do Czechów Śląsk.
Pod koniec życia w 992 r. Mieszko, który zaczynał od ziem dzisiejszej Wielkopolski włączył w swoje posiadanie Mazowsze, część Małopolski, Pomorze oraz Śląsk po raz pierwszy nadając jednolity kształt Państwu Polskiemu. Szczegóły jego życia mogłyby stanowić podstawę dla wielkich epopei. Ale są to już opowieści na inną okazję.
Grzegorz Gałczyński
„Nad się szczęśliwszego na świecie nie widzę”.
Naszych bohaterów pożegnaliśmy jesienią. W 1661 roku, w kościele Karmelitów w Warszawie, a był to dzień, w którym Jan Sobieski złożył przysięgę swej ukochanej. Przysiągł jej dozgonną miłość i wiarę, po czym wymienili się pierścionkami. Od tego dnia życie Marysieńki i Jana nabrało innych barw i innego tempa. Z pewnością między obojgiem rozkwitała miłość.
***

|
Marysieńka Sobieska, malarz Daniel Schulz, Muzeum Narodowe w Krakowie |

|
Jan III Sobieski na obrazie polskiego artysty wykonanym za życia. |
Tymczasem, jakby za mało było nieszczęść i wojen, po latach krwawych walk, powstaniu Chmielnickiego, potopie szwedzkim, wojnie z Moskwą, Polskę dotyka kolejny cios. Nad krajem zawisła groźba wojny domowej, znanej pod nazwą rokoszu Lubomirskiego. W wielkim skrócie, była to krwawa wojna między stronnictwem królewskim, które dążyło do wzmocnienia władzy i osadzenia kandydata francuskiego na tronie polskim, a marszałkiem Jerzym Sebastianem Lubomirskiemu i opozycją szlachecką, którzy nie zgadzali się na plany elekcyjne króla, za jego życia i bronili swobód szlacheckich.
***
Wróćmy do naszych bohaterów. Po z górą roku, spędzonym za granicą Maria Kazimiera wróciła do Polski i zamieszkała z mężem. Swoje pierwsze kroki skierowała na cmentarz, gdzie pochowana została zmarła pod jej nieobecność mała Kasia. Matka bolała nad stratą córeczki, ale w jakiś czas potem znowu była w ciąży. Urodzona w 1664 roku córeczka nie przeżyła. Wiosną 1665 roku Maria Kazimiera przebywała w Warszawie u boku królowej.
12 kwietnia król Jan Kazimierz otrzymał wiadomość, iż Jan Zamoyski zmarł. Choroba ordynata była krótka, zaniemógł 3 kwietnia a 7 kwietnia1655 roku już nie żył. Miał zaledwie 38 lat. Wieść o śmierci Jana Zamoyskiego rozeszła się po kraju. Doszła zapewne i do Jana Sobieskiego. Nie pospieszył od razu na dwór królewski, odczekał, jak to policzyli skrupulatnie jego biografowie, dziewięć dni i dopiero 21 kwietnia pojawił się w Warszawie. Podobno miał wtedy zwrócić się do pary królewskiej z prośbą o pozwolenie na staranie o rękę Marii Kazimiery. Obowiązywał jednak rok żałoby.
A teraz o wielkim skandalu obyczajowo-towarzyskich w XVII-wiecznej Polsce, którego bohaterami byli Marysieńka i Jan Sobieski. O ich romansie mówiono w całej Rzeczypospolitej. Ale to co wydarzyć się miało w kilka tygodni po śmierci Jana Zamoyskiego przeszło wszelkie oczekiwania. Maria Kazimiera Zamoyska i Jan Sobieski w pięć tygodni po zgonie jej męża wzięli potajemny ślub, a że zawarty został 14 maja, to przeszedł do historii jako ślub majowy. Oto jak rzecz się miała, według Stefana Niemirycza, podkomorzego kijowskiego:
„Przyszła tu nowina o małżeństwie pana chorążego wielkiego koronnego Sobieskiego z panią wojewodziną sandomierską, Zamoyską d Arquien. Pani Zamoyska, zjechawszy do Warszawy na rozkaz królowej, miała w pałacu królewskim na przedmieściu schadzkę arcymiłosną z rzeczonym p. Sobieskim, w nocy o jedenastej godzinie. Królowa, zaskoczywszy ich na uczynku, oświadczyła p. Sobieskiemu, że jeśli nie zechce niezwłocznie poślubić Zamoyskiej, musi zginąć, trzeba więc było zdecydować się na ślub albo śmierć. Przyszedł ksiądz i dał im o północy ślub w pałacu.”

|
Król Jan Kazimierz, malarz Daniel Schulz |

|
Jerzy Sebastian Lubomirski |
Wieść o „majowym ślubie” z upodobaniem powtarzana jest po dziś dzień przez historyków i portale internetowe. Także i „wszystkowiedząca” sztuczna inteligencja w „Przeglądzie od AL” obwieszcza wszem i wobec: „Królowa Maria Ludwika przyłapała Sobieskiego i wdowę Zamoyską na potajemnej schadzce i postawiła ultimatum- albo natychmiastowy ślub albo śmierć.”

|
Jan III Sobieski i Marysieńka malarz Wandalian Strzałecki wł. Muzeum Narodowe w Warszawie
|
***
Profesor Tadeusz Korzon znany jest już naszym czytelnikom. Na łamach Wiadomości Powsińskich był cytowany wielokrotnie. Oto co, o owym skandalu pisze XIX wieczny znakomity historyk:
„Małżeństwo tajemne w kaplicy prywatnej w połowie maja (d.13 lub 14) zawarte nie było.” I dalej dowody: „Gdy zważymy jeszcze, że w ciągu maja 1665 Sobieski nie mieszkał z Marysieńką; że nie chciał, nie miał woli pojmować ją za żonę pod upływem terminu żałoby, wymaganego, jeśli nie przez wyraźny przepis praw koronnych, to przez zwyczaj narodowy, że nie posiadamy żadnego wiarygodnego świadectwa o dopełnieniu wymaganych przez kościół form obrzędu ślubnego: wyniknie wniosek, że małżeństwo tajemne w kaplicy prywatnej w połowie maja (d.13 lub 14) zawarte nie było. Mogły się odbyć chyba zaręczyny, i tak też nazwał zagadkową ceremonię w kaplicy zamkowej odprawioną, sprawozdawca Thetrum Europacum (Verlobnis, czyli Zaręczyny).”

I dalej pisze T. Korzon: „Ogłoszenie zawarcia tego małżeństwa nie nastąpiło, nastąpił bowiem ślub formalny, kanoniczny, rzeczywisty. Przyzwolenie na ten ślub w czasie możliwie najkrótszym Marysieńka zdobyła 7 lub 8 czerwca przy spotkaniu w powrotnej drodze z Zamościa. Sobieski mógł teraz usprawiedliwić przed światem pogwałcenie terminu żałoby koniecznością ofiarowania dachu kobiecie, wygnanej z posiadłości nieboszczyka męża, a jak tylko przyzwolił, to i zaczął przemawiać do kochanki, jako do żony. Odtąd wszystkie listy czerwcowe, datowane z Pilaszkowic, Żółkwi i Lwowa, zaczynają się od czułych wołaczy: „najśliczniejsza, najukochańsza duszy i serca pociecho, żoneczko najmilsza…”
***
„Nad się szczęśliwszego na świecie nie widzę i nie imaginuję człowieka” –pisał Jan Sobieski do swojej siostry Katarzyny Radziwiłłowej zapraszając na ślub i wesele. Ślub młodej pary odbył się w dniu 5 lipca 1665 roku. Udzielił go nuncjusz Pignatelli, przyszły papież Innocenty XII w kaplicy zamkowej, w asyście licznego duchowieństwa. Gody weselne trwały 3 dni, jak zwyczaj nakazywał.
„Państwo młodzi siedzieli przy stole królewskim razem z nuncjuszem, prymasem i biskupem-ambasadorem francuskim. Przy innych dłuższych stolach siedzieli senatorowie, oddzielnie od dworu i panien. Zdrowie Ich królewskich Mości wznoszono z przyklękaniem. Wypili 4 beczki węgrzyna, po czem sprzątniono zastawę całą i rozesłano sukno do tańców.
Nazajutrz Marysieńka przyjmowała dary od biesiadników, za pozwoleniem królowej siedziała na jej tronie, a kanclerz, dziękował stosownymi komplementami każdemu z dawców, wywołanych przez Matczyńskiego podług listy.
Stoły uginały się pod naczyniami złotemi/../ Sarnie combry, niedźwiedzie łapy, ogony bobrowe nęciły smakoszów. Wina francuskie lały się obficie…”
***
Miesiąc miodowy trwał krótko. Tydzień zaledwie. 12 lipca 1665 roku Jan Sobieski wyruszył na „teatr wojny domowej” i walczył po stronie armii królewskiej. W bitwie pod Mątwami, a właściwie, po rzezi pod Mątwami wyginął „kwiat armii, zahartowani w Polsce, w Danii i na Ukrainie żołnierze Stefana Czarnieckiego”. Na polu leżały trzy tysiące osiemset siedemdziesiąt trzy trupy.
„Jednego nie najdę ciała, żeby czterdziestu nie miał mieć w sobie razów, bo i po śmierci nad ciałami się pastwili” – rejestrował Jan Sobieski, który znalazł się pod Mątwami. Na szczęście zdążył przebrnąć przez Noteć, zanim wojska królewskie czekające na przeprawę zaatakowane zostały znienacka przez kawalerię z obozu Lubomirskiego” Lubomirszczyków”.
Bratobójczą bitwę Polaków z Polakami pod Mątwami, Zbigniew Wójcik, biograf Jana Sobieskiego uznał za „najkrwawszą bitwę, jaką stoczono w Polsce w XVII wieku”. „Rzeź jakby otrzeźwiła swych winowajców i uczestników. Po obu stronach ton złagodniał, zaczęły się uprzejme gesty pojednawcze, nawet uśmiechy” - to cytat z Pawła Jasienicy. Konflikt zakończył się ugodą. Król zrzekł się planów elekcyjnych za życia i wyjechał z kraju. Lubomirski otrzymał amnestię i niebawem zmarł na wygnaniu.
Opr. Barbara Olak


Śpiewaj, śpiewaj ziemio cała, hołd Jej spiesz się nieść!...
Słowa tej i wielu, wielu innych pieśni rozbrzmiewały w maju - najpiękniejszym ze wszystkich miesięcy – zarówno w kościołach jak i przy przydrożnych kapliczkach a także nierzadko w zaciszu rodzinnych domostw.
ryi Pannie w tym miesiącu, skłania piękno budzącej się do życia przyrody. Wtedy z zachwytem kierujemy nasze myśli do Pana Boga, Dawcy wszelkiego stworzenia, którego najpiękniejszą istotą jest Matka Boża, Królowa Polski. Dla zapoznania się z krótką historią nabożeństw majowych w Europie i Polsce, polecam artykuł Ks. Lecha Sitka pt. „Nabożeństwa Majowe” („Wiadomości Powsińskie”, Maj 2024 r.). Natomiast podkreślić należy, że wyjątkowość tego miesiąca dla Polaków ma także znaczenie narodowe.
W artykule „Refleksje majowe” („Rycerz Niepokalanej”, Maj 2026 r.), Piotr Grzybowski zwraca uwagę na „Wspomnienie św. Józefa Robotnika” w dniu 1 Maja, które możemy obchodzić od niedawna. Zaś 2 Maja „Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej”, obchodzony godnie od dwóch dekad z uszanowaniem dla barw i symboli państwowych. Następnie narodowe Święto Konstytucji 3 Maja i uroczystość Matki Bożej Królowej Polski. Jeszcze do niedawna uczestniczenie w tych obchodach kończyło się brutalnymi atakami ZOMO i walkami na ulicach z „chuliganami” wychodzącymi z kościołów, którzy chcieli uczcić Najświętszą Maryję Pannę Królową Polski.

Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Rok 1983 „wyróżnił się” szczególną brutalnością, w którym m.in. policyjne patrole 12 maja „wypatrzyły” świętujących maturzystów na Starówce a wśród nich Grzegorza Przemyka… Kilka dni później warszawscy licealiści w niemym kondukcie, prowadzonym przez ks. Jerzego Popiełuszkę, odprowadzili Jego zmaltretowane ciało na Powązki. Te tylko niektóre wspomniane maje „stały się formacją dla narodu walczącego o swoją wolność. Oby takiej formacji nie potrzebowały zaznać współczesne pokolenia Polaków” – podkreśla i ostrzega Piotr Grzybowski.

Właśnie w tej i wielu innych zbiorowych oraz własnych, tylko Bogu znanych intencjach, spotykaliśmy się przez cały maj 2026 r. zarówno w naszym kościele przed Matką Bożą Tęskniącą jak i przy przydrożnych krzyżach i kapliczkach. To nasze Nabożeństwo Majowe odprawiane np. przy ul. Czekoladowej ma swoją strukturę. Rozpoczynamy powitaniem Maryi a następnie rozważamy i odmawiamy cząstkę Różańca lub Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz Litanię Loretańską. W kolejnych modlitwach prosimy by MCodzienne nabożeństwa naszej niemalże stałej 16 – 18 osobowej duchowo zgranej i zaangażowanej grupy - pod niestrudzonym przewodnictwem Jadwigi Chodzeń i Stanisławy Kłos - przebiegały bardzo sprawnie dzięki Jolancie i Antoniemu Kupiszom, którzy opracowali i wydrukowali podręczny zbiór najpopularniejszych „Pieśni Maryjnych” wraz z modlitwami. Za to I i II poprawione oraz rozszerzone wydanie, serdecznie dziękujemy.

Dziękujemy także z całego serca Ewie i Waldemarowi Małkowskim za udostępnianie krzeseł oraz pielęgnację przydrożnego Krzyża i jego otoczenia, przy którym spotykamy się codziennie. Dziękujemy wszystkim za przynoszone kwiaty, dla upiększenia naszego Maryjnego mini ołtarzyka. Pierwszy, piękny bukiet białego bzu, podarowała Pani Krystyna i Jej syn Edward Milewski, przybliżając mi historię tego wciąż pięknego typowo majowego drzewka. Otóż Grób Pański był w naszym kościele zdobiony licznymi, kwitnącymi sadzonkami bzu, które po Wielkanocy, ks. Jan Świstak przekazywał w prezencie parafianom. Pani Krystyna czuła się wyróżniona takim prezentem, bo z łezką w oku mi o tym opowiadała.


Bardziej uroczystego i ewangelizacyjnego charakteru tym modlitewnym zgromadzeniom, nadawały Msze święte odprawione w trzech miejscach na terenie naszej parafii przez proboszcza ks. Roberta Tomasika: w Powsinie (przy ul. Czekoladowej), w Bielawie (przy ul. Bocianiej) i w Okrzeszynie na gościnnej posesji Bożeny i Jacka Lichockich, nad którymi czuwa Matka Boża w misternie wykonanej, przydomowej kapliczce.

Za organizację i oprawę muzyczną ww. nabożeństw dziękujemy Robertowi Woźniakowi, dyrektorowi Centrum Kultury Wilanów oraz Mariuszowi Balukinowi.

Nasz nowy Proboszcz Ks. Robert nie krył swojego zadowolenia zarówno z trafnie wybranych miejsc jak i z aktywności duchowej i organizacyjnej swoich licznie przybyłych wiernych. Podczas kazań podkreślał zaletę tych naszych plenerowych modlitewno-ewangelizacyjnych spotkań, porównując je m.in. do znaczenia wczesnych wspólnot chrześcijańskich w tworzeniu początków Kościoła.

To trafna refleksja, bo pośród otaczającego nas obecnie chaosu i zamętu jako skutku galopującej sekularyzacji a wręcz wojny kulturowej, która jest przejawem kryzysu duchowego, potrzeba nam ludzi świętych, będących przykładem żywej wiary. Objawia się to w osobistej relacji z Bogiem, która rzutuje na całość naszego życia i przenika wszystkie jego sfery, które potrzebują zdecydowanej odnowy. Bo tylko tacy ludzie, którzy są dowodami prawdziwości wyznawanej religii, mogą swoim przykładem i postawą pociągnąć innych a zwłaszcza młodzież.
Tak nam dopomóż Bóg, a Ty „Matko, która nas znasz z dziećmi Twymi bądź. Na drogach nam nadzieją świeć, z Synem Twym, z nami idź”.
Teresa Gałczyńska
CHRZTY
Polecamy opiece Matki Bożej Tęskniącej ochrzczone dziecko, rodziców i chrzestnych
opieki Matki Bożej
POGRZEBY
Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie!
W sobotę, 16 maja 2026 roku, w naszej Parafii odbyła się uroczystość I Komunii Świętej uczniów Szkoły Podstawowej Nr 104 im. Macieja Rataja w Powsinie (o godz. 10:30) oraz uczniów Szkoły Podstawowej im. Samuela Lindego na Kabatach (o godz. 12:30). W sumie, w obu grupach do Sakramentu I. Komunii św. przystąpiło 61 dzieci, które od września AD 2025 przygotowywały się do tego wyjątkowego dnia, uczestnicząc w spotkaniach formacyjnych i Mszach inicjacyjnych oraz nabożeństwach okresowych i specjalnych, ucząc się modlitw, biorąc udział w katechezie szkolnej, a dodatkowo kontynuując – przez cały rok – swoją formację duchową poprzez domowe rozmowy, modlitwy i wspólne czytanie Biblii z Rodzicami.
Choć pogoda tego dnia była pochmurna i delikatnie deszczowa, nie wpłynęło to na podniosły nastrój uroczystości. W pięknie udekorowanym kościele panowała atmosfera skupienia, wzruszenia i radości, a dzieci – ubrane w odświętne stroje – z przejęciem uczestniczyły w pięknie przygotowanej liturgii i śpiewie – pod czujnym i troskliwym okiem S. przełożonej Jolanty (katechetki ze Szkoły w Powsinie) – i po raz pierwszy przyjęły Ciało Chrystusa Pana.
Msze święte, celebrowane odpowiednio dla każdej ze Szkół przez Księdza Proboszcza Roberta Tomasika i Księdza Wikariusza Markosa Płońskiego, były pięknym duchowym przeżyciem nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodzin – Rodziców i Rodzeństwa, Chrzestnych, krewnych i przyjaciół oraz całej zgromadzonej społeczności Parafian.
Zgodnie z wolą Dzieci i Rodziców nasza Parafia otrzymała w prezencie od dzieci komunijnych dwa nowe, haftowane ornaty maryjne oraz specjalnie dedykowane do kościoła uroczyste barierki, które służyły już podczas tegorocznych uroczystości.
Pomimo kapryśnej pogody, był to dzień pełen wzruszeń, radości i duchowej głębi – na długo pozostanie w sercach dzieci i ich bliskich. Tym bardziej, że cała Uroczystość była pieczołowicie rejestrowana przez upoważnionych fotografów, którzy uwiecznili wszystkie Dzieci i w dniu I. Komunii, i w kolejnych dniach Białego Tygodnia wykonując także indywidualne sesje zdjęciowe zamawiane przez Rodziców.
Niech Pan błogosławi wszystkim Dzieciom Komunijnym i ich bliskim, nie tylko w tym wyjątkowym roku.
„O Drogi Jezu!
Moja radość jest tak wielka,
że nie wiem, jak ją mam wypowiedzieć.
Pozostań w moim sercu, pozostań na zawsze.”

S. Jolanta Czarnata / Ks. Robert Tomasik
Ponad 30 osobowa grupa dzieci uczestniczyła wspólnie w obchodach Rocznicy swojej I. Komunii św. Dzieci wcześniej przystąpiły też do Sakramentu Pokuty podczas specjalnego nabożeństwa pokutnego. Mszy św. o godz. 10:30 (sprawowanej zazwyczaj z udziałem dzieci) przewodniczył Opiekun dzieci i młodzieży w naszej Parafii – Ks. wikariusz Markos Płoński. Oprócz wspaniałych komunijnych strojów, wciąż pasujących po ubiegłorocznej I. Komunii św., śpiewów i zaangażowania dzieci mogliśmy też zobaczyć jak istotna więź z Chrystusem eucharystycznym pozostaje żywa w dziecięcych sercach i znajduje swój wyraz na uśmiechniętych twarzach rocznicowych dzieci. W Parafii na zawsze pozostaną już przekazane przez Dzieci książeczki dokumentujące ich udział w nabożeństwach I.-piątkowych, wspaniała stuła maryjna, pasująca do barokowego wystroju naszego Sanktuarium oraz uroczyste naczynia do przechowywania olei świętych, ofiarowane Parafii przy tej okazji.
Wspólne zdjęcia znów zakończyły wspaniałe duchowe doświadczenie, które zgromadziło przy ołtarzu Pana dzieci wraz z ich najbliższymi. Szczęść Boże na dalsze lata życia i kolejne spotkania z Chrystusem w Eucharystii!
Ks. Proboszcz Robert Tomasik


W Roku Jubileuszowym, który nasza Parafia obchodzi od marca AD 2026 jako Rok Odpustowy w związku z przywilejem udzielonym naszemu Sanktuarium przez Penitencjarię Apostolską w Rzymie z racji 350 lat kultu Maryi w Cudownym Obrazie Matki Bożej Tęskniącej, zdecydowaliśmy się na uroczyste wspólne przeżywanie tej łaski w postaci tzw. dni rocznicowych. Obchodzimy je co miesiąc (z wyjątkiem okresu wakacyjnego) każdego 28. dnia miesiąca wspominając w ten sposób również rok 1998, kiedy dokonała się koronacja naszego Obrazu koronami papieskimi przez † Jego Eminencję Ks. Kard Józefa Glempa w obecności wielu biskupów i niezliczonej rzeszy wiernych Warszawy, obu stołecznych diecezji i wiernych z całego kraju.
I. dzień rocznicowy miał miejsce już po wydaniu poprzedniej edycji naszego Pisma – w dniu 28. kwietnia 2026 r. Konferencję duchową i kazanie podczas Mszy św. wieczornej wygłosił nasz Gość specjalny były wieloletni Rektor Wyższego metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie – Ks. Prałat de Wojciech Bartkowicz, który przez wiele lat był także asystentem kościelnym pisma „Różaniec”. Zapis jego konferencji przytaczamy w obecnym numerze Wiadomości Powsińskich jako artykuł wprowadzający. Wcześniej podjęliśmy też decyzję, aby każdy z kolejnych dni rocznicowych był związany z jakąś konkretną grupą formacyjną działającą przy naszej Parafii. W tym wypadku zaprosiliśmy do świętowania właśnie Koła Żywego Różańca, aby nie tylko docenić ich stałą obecność w naszej Wspólnocie Parafialnej, ale także skierować szczerą prośbę do wszystkich, by poszerzyć zakres Kół Różańcowych o dwa kolejne istotne (dotąd nieobecne koła: dziecięce i męskie). Propozycja została przekazana – organizacja nowych Kół postępuje.
Drugi dzień rocznicowy odbył się ostatnio – 28. maja AD 2026 – w związku z przypadającą w maju 33. Rocznicą święceń kapłańskich Ks. Proboszcza Roberta Tomasika. W spotkaniu, które rozpoczęło się nietypowo (już w samo południe) uczestniczyli kapłani trzech diecezji (warszawskiej, łowickiej i warszawsko-praskiej), którzy mieli swoje święcenia właśnie 22 maja 1993 roku (wcześniej razem spędzając w Seminarium kolejne 6 lat, przed nowym podziałem administracyjnym Kościoła w Polsce, który został ogłoszony w 1992 roku wprowadzając nowy układ diecezji w naszej Ojczyźnie.) Mszy św. zebranych Kapłanów-Jubilatów przewodniczył Ks. dr Henryk Małecki – były ojciec duchowny, wykładowca seminaryjny oraz Vice-rektor WMSD (w czasach pobytu w Seminarium wspomnianych Jubilatów), a potem wieloletni Proboszcz parafii św. Tomasza na Ursynowie. Spotkanie jubileuszowe zakończyło się wspólnym posiłkiem na plebanii, któremu towarzyszyły ożywione rozmowy kapłańskie sięgające do historii i czasów współczesnych życia kapłańskiego zgromadzonych blisko 20 księży. Cały dzień rocznicowy był zaś związany z Jubileuszem Liturgicznej Służby Ołtarza (czyli ministrantów, bielanek, lektorów, Nadzwyczajnego Szafarza Eucharystii, dzieci komunijnych i rocznicowych). Konferencję i kazanie wygłosił w tym dniu jeden z kolegów kursowych Ks. proboszcza Roberta Tomasika, a obecnie dziekan i proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Krośniewicach – ks. Kanonik Tomasz Jackowski. Podczas Mszy wieczornej jubileusz LSO został wykorzystany do promocji nowych ministrantów (3 chłopców z naszej Parafii), którzy powiększyli grono posługujących Ołtarzowi Chrystusa podczas liturgii Mszy św. i nabożeństw. Wspólne świętowanie przedłużyło się jeszcze przy stole na plebanii, gdzie nowo ustanowieni ministranci spotkali się jeszcze z Ks. Proboszczem Robertem i swoim Opiekunem – Ks. Markosem Płońskim – który przygotowywał ich do dzisiejszej uroczystości.
Ks. Proboszcz Robert Tomasik

W dzień Wigilii Zesłania Ducha Świętego delegacja powsińskich ministrantów wzięła udział w pierwszej edycji spotkania dla liturgicznej służby ołtarza organizowanej przez warszawskie seminarium duchowne. To szczególne wydarzenie otworzyła uroczysta Msza Święta celebrowana przez ks. abpa Adriana Galbasa SAC wraz z pracownikami seminarium, z księdzem rektorem Krzysztofem Szwarcem na czele oraz księżmi-opiekunami ministrantów z różnych zakątków naszej diecezji.
Ksiądz biskup wygłosił w trakcie Eucharystii przejmującą homilię skierowaną szczególnie do posługujących przy ołtarzu. Komentując modlitwę odmawianą przez ministrantów przed Mszą Świętą wspomniał m.in. o "liturgii życia". Arcypasterz przypomniał w ten sposób, że łaska Komunii rozciąga się daleko poza kościół - wychodząc z niego z Panem Jezusem w sercu stajemy się jak żywe konsystencje ukazujące innym ludziom Chrystusa.
Po Mszy Świętej i wspólnym zdjęciu na ministrantów czekało wiele atrakcji: począwszy od grilla i lemoniady, na wielkiej grze terenowej kończąc.
Chłopcy mogli wziąć udział w różnych warsztatach prowadzonych przez kleryków, a spośród nich najbardziej naszym parafianom spodobały się ćwiczenia z obsługi kadzielnicy i... śpiewu. Oprócz tego można było pograć w piłkę nożną na trawiastym boisku, skorzystać z wielkiej, dmuchanej zjeżdżalni, zwiedzić seminarium i wziąć udział w konkursie z nagrodami.
W drodze powrotnej nie było końca rozmowom o tym, jak fajnie było, jakie dobre było jedzenie przygotowane przez diakonów i jak wiele się można było nauczyć. Mam zatem nadzieję, że w przyszłym roku, po przetarciu szlaków, na ZLOT wybierze się jeszcze więcej młodzieńców, także z naszej parafii. Nie ma bowiem nic piękniejszego niż Eucharystia - zwłaszcza jeśli można oglądać ją z bliska.
ks. Markos
KALENDZARZ DUSZPASTERSKI
CZERWIEC 2026
|
INTENCJA PAPIESKA NA CZERWIEC 2026 O wartość sportu Módlmy się, aby sport był narzędziem pokoju, spotkania i dialogu między kulturami i narodami oraz promował takie wartości jak szacunek, solidarność i rozwój osobisty. |
|
NABOŻEŃSTWA CZERWCOWE
|
01 VI – PONIEDZIAŁEK – wspomnienie św. Justyna Męczennika i Dzień Dziecka
03 VI – ŚRODA – Wspomnienie św. Karola Lwangi i Towarzyszy, męczenników z Ugandy
04 VI – PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA – UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO CIAŁA I KRWI CHRYSTUSA [BOŻE CIAŁO]
05 VI – PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA – wspomnienie św. Bonifacego, biskupa i męczennika
06 VI – PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA
07 VI – X NIEDZIELA ZWYKŁA – ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA
08 VI – PONIEDZIAŁEK – wspomnienie św. Jadwigi królowej
9 VI – WTOREK – ŚWIĘTO ROCZNICY POŚWIĘCENIA KOŚCIOŁA KATEDRALNEGO
11 VI – CZWARTEK – KONIEC OKTAWY BOŻEGO CIAŁA – wspomnienie św. Barnaby, Apostoła
12 VI – PIĄTEK – UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA
13 VI – SOBOTA – WSPOMNIENIE NIEPOKALANEGO SERCA MARYI – DZIEŃ FATIMSKI
14 VI – XI NIEDZIELA ZWYKŁA
17 VI – ŚRODA – wspomnienie św. Alberta Chmielowskiego, zakonnika
20 VI – SOBOTA
21 VI – XII NIEDZIELA ZWYKŁA
24 VI – ŚRODA – UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA
26 VI – Msza św. na zakończenie roku katechetycznego
28 VI – XIII NIEDZIELA ZWYKŁA oraz III. Dzień rocznicowy w Roku Jubileuszowym pod patronatem Centrum Kultury Wilanów z udziałem zespołów artystycznych „Powsinianie” i „30+”
29 VI – PONIEDZIAŁEK – UROCZYSTOŚĆ ŚW. APOSTOŁÓW PIOTRA I PAWŁA
Kalendarium przygotowali księża. Robert Tomasik (proboszcz) i Lech Sitek [rezydent] z wykorzystaniem schematów przygotowanych przez † ks. Jana Świstaka
PROMYKI DOBREJ NOWINY
Mam zaszczyt przedstawić "Promyki Dobrej Nowiny" - inicjatywę przygotowaną specjalnie z myślą o naszych najmłodszych parafianach (ale starsi również miga znaleźć tu coś dla siebie). W kolejnych numerach "Wiadomości Powsińskich" dzieci będą w tym dziale mogły znaleźć kolorowanki i łamigłówki związane z katolicką wiarą.

Na początek - ze względu na rozpoczęty niedawno rok jubileuszu 350 lat obecności obrazu Matki Bożej Tęskniącej w naszym sanktuarium - przygotowałem kolorowankę przedstawiającą nasz parafialny kościół wraz z labiryntem do rozwiązania. Zachęcam dzieci do zabawy i odkrywania piękna naszej świątyni!
Czy uda Wam się znaleźć jedyną drogę do Matki Bożej? Czy pamiętacie jaki kolor mają habity sióstr felicjanek pracujących w naszej parafii? Czy umiecie odtworzyć z pamięci obraz Tęskniącej Pani? Przekonajcie się sami!
ks. Markos
Msze Św. w naszej świątyni.
- w dni powszednie. 7.00 i 18.00
- w niedziele. 7.00, 9.00, 10.30 dla dzieci, 12.00 i 18.00
Spowiedź. w dni powszednie o godz. 6.45 oraz 17.30, a w niedziele pół godziny przed każdą Mszą świętą
Kancelaria czynna. poniedziałek od 16 - 17, wtorek, środa, czwartek od 8 - 9 i od 16 - 17, w piątek od 8.00 - 9.00
Telefon. (0-22) 648 38 46
nr konta bankowego Parafii. 89 1240 2135 1111 0000 3870 8501
Parafialny Zespół Caritas. magazyn czynny w drugą i czwartą sobotę miesiąca 10.00-11.00 w Domu Parafialnym, ul. Przyczółkowa 56,
nr konta bankowego. 93 1240 2135 1111 0010 0924 9010
e-mail. [email protected]
e-mail Wiadomości Powsińskich. [email protected]
http. parafia-powsin.pl
TELEFON KS. DYŻURNEGO - 785 593 335
Bóg zapłać za ofiary na pokrycie kosztów druku gazetki!
"Redakcja WP działa pod opieką ks. Lecha Sitka. Sprawy dotyczące parafii Powsin opracowuje ks. Markos Płoński. Redaktor Naczelny. Agata Krupińska. Redaktor honorowy i twórca formatu Wiadomości Powsińskich. ks. Jan Świstak. Redakcja. Maria Zadrużna, Teresa Gałczyńska, Aleksandra Kupisz-Dynowska, Krzysztof Kanabus. Nakład. 200 egz.