Maj 2025 ISSN 1731-5069 nr 5 (297)
Pismo rzymskokatolickiej parafii p.w. św. Elżbiety w Warszawie-Powsinie
W uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia AD 2026) papież Leon XIV zamknął Drzwi Święte Bazyliki św. Piotra, ostatnie otwarte drzwi Wielkiego Jubileuszu Nadziei obchodzonego z okazji Roku Pańskiego 2025, ogłoszonego jeszcze przez papieża † Franciszka. Zakończyły się w ten sposób wielkie obchody trwające ponad rok (od 24 grudnia 2024), które były związane z hasłem tego roku – „Pielgrzymami nadziei”. Podczas wielu rozmaitych wydarzeń, jubileuszy stanowych i specjalnych (np. Jubileuszu Młodzieży), nie tylko w wielkich Bazylikach Wiecznego Miasta, ale po całym świecie, niosła się fala nowej nadziei, związana z ożywieniem i pogłębieniem wiary w Jezusa Chrystusa, narodzonego przed wiekami i żyjącego pośród nas poprzez wiarę zwykłych ludzi, podtrzymywaną posługą i wstawiennictwem Kościoła i Jego Matki.

Pośród tych niezliczonych świątyń, gdzie dokonywały się jubileuszowe wydarzenia i ludzkie przemiany była także nasza świątynia – Sanktuarium Matki Bożej Tęskniącej w powsińskim kościele pod wezwaniem św. Elżbiety Węgierskiej – wyznaczona przez naszego Metropolitę jako jedna ze świątyń jubileuszowych na terenie Archidiecezji Warszawskiej. Cieszyliśmy się wszyscy tym wyróżnieniem i przywilejem przez cały rok, prawie do samego końca grudnia roku ubiegłego.
Nie zatarły się jeszcze echa poprzedniego Jubileuszu a tu nagle pojawia się nowa, niesamowita wieść o kolejnej, niezwykłej, udzielonej nam łasce. Penitencjaria Apostolska w Rzymie przychyliła się do naszej prośby – popartej wstawiennictwem naszego Pasterza, Ks. Arcybiskupa Adriana Galbasa SAC – i przyznała naszemu Sanktuarium status świątyni jubileuszowej na cały kolejny, najbliższy rok! Jak to możliwe?
W historycznych dokumentach zdeponowanych w archiwum parafialnym, zbadanych szczegółowo jeszcze przez śp. † Ks. Jana Świstaka, byłego wieloletniego proboszcza naszej Parafii, znajduje się odpis protokołu z wizytacji biskupiej – przeprowadzonej w 1675 roku przez Ks. Biskupa Stanisława Święcickiego – w którym wspomina o „Imago Beatae Mariae Virginis Miraculosa z koroną srebrną, pozłacaną”, czyli o cudownym obrazie Dziewicy Maryi. Zatem w roku 2025, zgodnie zapiskami † Ks. Jana (uczynionymi jeszcze w 2010 roku!) miała przypadać – szczególna i niezwykle doniosła chwila – 350. rocznica obecności tegoż cudownego wizerunku Maryi w powsińskim kościele. Ta uwaga poczyniona z dużym wyprzedzeniem i odnaleziona w dokumentach pozostawionych przez † Ks. Świstaka, skłoniła nas do podjęcia kolejnego kroku, który stał się przedmiotem naszych wspólnych rozważań: skoro wielki Jubileusz w Kościele Powszechnym został już ogłoszony na cały rok 2025, czy nie byłoby uzasadnione i możliwe przesunięcie naszego lokalnego Jubileuszu na kolejny, następny rok kalendarzowy. Ostateczna decyzja zapadła na plebanii dokładnie 5 stycznia br., kiedy trwał jeszcze Wielki Jubileusz Nadziei. Szybko przekazaliśmy prośbę z asygnatą naszego Metropolity do Nuncjusza Apostolskiego w Polsce – Ks. Arcybiskupa Antonio Guido Filipazziego – a przez Nuncjaturę dotarła ona do samego Watykanu. 11 marca otrzymaliśmy potwierdzenie z Penitencjarii Apostolskiej, że roczny odpust może zostać uroczyście ogłoszony z dniem 25. marca – w dniu Uroczystości Zwiastowania Pańskiego. Rozpoczęły się gorączkowe przygotowania: kościoła i jego otoczenia, Parafian i różnych grup parafialnych, zaproszeń dla Kapłanów z naszego i sąsiednich dekanatów, całej świątecznej liturgii i oprawy tak niecodziennego wydarzenia. Ich zwieńczeniem stało się ogłoszenie Jubileuszu 350-lecia kultu Maryi w Cudownym Wizerunku Matki Bożej Powsińskiej przez naszego Metropolitę podczas Mszy św. sprawowanej pod jego przewodnictwem w samo południe w Dniu Zwiastowania Pańskiego. Okazało się, że był to jedyny „wolny termin”, jakim – patrząc po ludzku nie wiadomo tak do końca dlaczego – nasz Pasterz dysponował jeszcze tego właśnie dnia. Zupełnie tak, jakby czekał na zaproszenie od Matki Bożej Tęskniącej do Powsina na inaugurację naszego Roku Jubileuszowego! Na pamiątkę tego szczególnego dnia nasz Ksiądz Arcybiskup pozostawił przed obrazem (chwilę wcześniej poświęcony) złoty bukiet róż, znak jego osobistego oddania Maryi oraz duchowej więzi z naszym Sanktuarium, który już na zawsze pozostanie przed Obliczem naszej „Pani na Powsinie”!
Pozostaje jeszcze jedna, ale bardzo istotna kwestia – Inauguracja już się odbyła, ale co dalej? Żeby Jubileusz nie pozostał tylko jednorazowym wydarzeniem, żeby nie skończył się tak szybko jak miniony Jubileusz Roku 2025, należy postawić pytanie: co możemy wspólnie uczynić, aby ten szczególny Rok Odpustowy „przekuć” na pewne trwałe przedsięwzięcia, które pozostaną w Parafii na kolejne dekady?
Pojawiło się już kilka materialnych i duchowych pomysłów. Oto niektóre z nich:
Tym kilku projektom duchowym towarzyszą (siłą rzeczy) wciąż jeszcze nie w pełni dojrzałe, zamierzenia materialne:
Jak widać, niektóre z tych projektów można wdrożyć jakby „od ręki”. Inne są nieco trudniejsze, ale także w miarę wykonalne. Są też takie, które wymagałyby bardzo poważnych nakładów. Ale czy mamy prawo nosić w sercach złudne przekonanie, że cała ta historia – nasza Parafia, Cudowny Obraz czczony od ponad 350 lat, łaska Roku Jubileuszowego przyznana nam przez Penitencjarię Apostolską – to tylko ludzkie dzieła? Że to tylko efekt ludzkich zabiegów, przemyślności i dalekowzroczności kapłanów, korzystanie z okazji, jakie stwarza nam świat? Bynajmniej. Widać w tym wszystkim rękę Matki Bożej, która pragnie, aby Jej Cudowny Wizerunek, ten powsiński i wszelkie inne, dostępne również po całym świecie, przyprowadzał do Jej Syna zagubione dzieci, ratując im życie, podtrzymując wiarę, napełniając ufnością, rozpalając prawdziwą miłością. Taka właśnie jest Ta wyjątkowa Matka, podarowana nam przez Jej Syna – bliska, troskliwa, delikatna, łagodna i tęskniąca za każdym swoim dzieckiem, w którym nieustannie widzi własnego Syna. Obyśmy wszyscy chcieli z tego korzystać – w pełni i do końca!
wraz z najlepszymi życzeniami dla wszystkich Parafian, Pielgrzymów
i Gości powsińskiego Sanktuarium
ks. Robert, proboszcz

„Czytanki 1998 r.” wydano staraniem Parafii św. Elżbiety w Powsinie z okazji koronacji koronami papieskimi cudownego wizerunku Matki Bożej Tęskniącej. Wydano je za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Czytanki opracowała mgr. Hanna Kosyra-Cieślak. WP przypominają te teksty, które nadal są bardzo aktualne.
23 maja – Sukienka Matki Bożej
Matko tajemnicy,
Matko najcichsza, milcząca,
sznurami pereł oplątana,
srebrnymi wrotami otoczona,
żywa, ponad czasem,
mądra, cierpliwa
i uśmiechnięta
- módl się za nami. /T. Żychiewicz/

Koronacja cudownego obrazu Matki Bożej Tęskniącej z kościoła św. Elżbiety w Powsinie, która odbędzie się 28 czerwca, a więc mniej więcej za miesiąc, jest aktem wdzięczności za liczne łaski tu doświadczone przez wiernych; za nadzieję i wiarę zsyłane w tym miejscu przez Maryję. Od co najmniej trzystu lat Matka Boża Powsińska czuwa w tym miejscu nad swym ludem i od tyluż lat przybywają tu, do Powsina potrzebujący jej łaskawego pośrednictwa. Proboszczowie parafii św. Elżbiety, będący jednocześnie kustoszami obrazu Matki Bożej starali się w miarę swoich możliwości pielęgnować i upowszechniać ten kult. Obecny proboszcz – ks. Jan Świstak rozpoczął starania o koronację. W swoim czasie zwrócił się do J. Em. Ks. kardynała Józefa Glempa i prośba została przyjęta nie tylko z życzliwością, ale i z radością oraz osobistym zaangażowaniem.
Gorącym czcicielem Matki Bożej Powsińskiej był także niezapomniany Prymas Tysiąclecia - Stefan kardynał Wyszyński. Wspominał on o cudownym obrazie z Powsina w swoim liście pasterskim z 8 września 1965 r. z racji oddania Archidiecezji Warszawskiej w Macierzyńską Niewolę Bogurodzicy. Prymas Polski interesował się także renowacją obrazu, rozpoczętą w 1975 roku i pragnął osobiście wziąć udział w uroczystym odsłonięciu cudownego wizerunku po jego powrocie do kościoła w Powsinie. Niestety, ze względu na chorobę nie było to możliwe. Uroczystość ta miała miejsce 3.12.1977 roku. Zgromadzeni parafianie i pielgrzymi z dalszych stron ujrzeli wówczas Matkę Bożą Tęskniącą w nowej szacie.

Od najdawniejszych czasów postać Matki Bożej na powsińskim wizerunku okryta była srebrną sukienką. Mówią o tym zapisy w ocalałych dokumentach. Protokół wizytacji z 1675 roku opisuje „obraz Najświętszej Maryi Panny z sukienką ozdobną”, zaś dokumenty osiemnastowieczny precyzują, iż sukienka na obrazie Najświętszej Panny była „roboty augsburskiej”, srebrna, „wszystka biała” …

Nie wiemy, kto tę pierwszą, starodawną sukienkę Matce Bożej ofiarował i za jakie łaski dziękował w ten sposób. Może uczynili to wdzięczni parafianie, wśród których nie brak było bogobojnych i hojnych włościan, nawet wśród poddanych, jak ów Stanisław Gzicki z Potłukał, jak nazywano wówczas część Powsina, poddany i robotnik Stanisława Ciołka. W 1629 roku ofiarował on w swym testamencie powsińskiemu kościołowi kwotę 150 florenów. A może - kto wie? - piękną i drogocenną sukienkę ufundował ktoś z możnych, może przodków samego króla Jana Sobieskiego, gorącego czciciela Matki Bożej. On to w 1677 roku zakupił dobra powsińskiej i włączył do klucza wilanowskiego - jest więc prawdopodobne, że klęczał i modlił się przed cudownym obrazem w kościele świętej Elżbiety…

Starą tę sukienkę zdjęto w czasie renowacji w latach siedemdziesiątych. Nowa - w której Matka Boża Tęskniąca ukazała się wiernym w czasie pamiętnej uroczystości 3.12.1977 roku - odkrywa niemal całą Jej postać, wydobywając z tła twarz. Spojrzenie Matki Bożej, uniesione ku górze oczy zdają się mówić:” wszyscy utrudzeni, wszyscy samotni i potrzebujący uzdrowienia idźcie do Jezusa. On was pokrzepi i uleczy”. Dzisiaj, gdy tak wielu ludzi jest zagubionych, poranionych i tęskniących za miłością i prawdą Matka Boża Tęskniąca pokazuje, gdzie mogą znaleźć poczucie bezpieczeństwa i spełnienie swoich pragnień.
Opracowała
mgr Hanna Kosyra-Cieślak.

Jak wskazuje pierwotne znaczenie, „łaska” oznacza „dar”, którego Bóg za darmo udziela swojemu stworzeniu, by mu pomóc w osiągnięciu wiecznej szczęśliwości, do której go stworzył. Łaska spływa na naszą Duszę, podobnie jak mleko z piersi matki płynie do ust niemowlęcia.
Działanie Bożej łaski pomaga chrześcijanom wprowadzić w życie słowa Jezusa Chrystusa: Bądźcie więc wy doskonali (Mt 5, 48).
Łaska łagodna w swoich wymaganiach, nawet gdy nas powala, szanuje naszą wolną wolę, czego doświadczył św. Paweł w drodze do Damaszku. Choć zwyciężony pozostał wolny i wołał: Panie, cóż chcesz abym czynił? Łaska to sam Bóg. Św. Ignacy Loyola rozumiejąc wartość tego daru, co dzień odmawiał następującą modlitwę: Boże mój, daj mi Twoją miłość i Twoją łaskę, a wystarczająco będę bogaty i o nic więcej Cię nie poproszę! My zaś mamy, niestety władzę; możemy się jej opierać i uczynić niepłodną w naszych duszach. Wszystko to w ramach wolności, która jest nam dana.
Kalendarz:
Przypominamy też, że od niedawna, w dni powszednie (poniedziałek-piątek) godzina 17:00-18:00 jest możliwość adoracji połączonej z różańcem.
W tym miesiącu proponujemy rekolekcje miesięczne pod hasłem „Wierność łasce” oraz cztery tematy tygodniowe:
Pełne omówienie proponowanych tematów można znaleźć w książce „Rok Święty członków Straży Honorowej i czcicieli Najświętszego Serca Pana Jezusa” autorstwa siostry Marii od Najświętszego Serca, założycielki Straży Honorowej. Książkę można otrzymać (gratis) na spotkaniu organizacyjnym 11-05-2026 na plebanii po mszy wieczornej.
Zapraszamy też do dołączenia się do naszych grup na WhatsApp – zgłoszenia proszę kierować na adres mailowy [email protected] .
Piotr Kossakowski
Kontakt: www.strazhonorowa-powsin.pl , [email protected]
Wieczór powoli zamieniał się w noc. Pośród nieskończonych lasów Pomeranii, gdzieś w okolicach Odry, miała miejsce posępna uroczystość. Na wielkiej polanie, pośród usypanych stosów pogrzebowych licznie gromadziła się lokalna ludność. Ludzie rozmawiali półgłosem lub szeptem nie chcąc zakłócać powagi zaczynającej się właśnie ceremonii. Na podpalanych stosach leżały ciała wojowników, niektóre potwornie okaleczone po ostatniej bitwie. Było ich wielu i byli młodzi. Jeszcze niedawno stanowili kwiat jednoczących się na południu i wschodzie słowiańskich plemion. Na widok martwych śmiałków z niejednej piersi dobywał się lament i niejedna pięść zaciskała się w gniewie. Centralne miejsce na placu zajmował stos największy, otoczony przez wielką ciżbę zbrojnych. Zgromadzeni wojownicy nosili oręż, skórzane pancerze, zbroje lamelkowe i ciężkie kolczugi. Te ziemie nie były bezpieczne. Ich szorstkie dłonie i silne ramiona zaprawione były w dziesiątkach bitew i potyczek, ale ostatnie wydarzenia mocno uszczupliły ich siły. Posępne spojrzenia koncentrowały się na leżącym na stosie wojowniku, który wielokrotnie wiódł ich do zwycięskiego boju. Na druhu, z którym niejednokrotnie świętowali i polowali w nieskończonej, słowiańskiej kniei.
Przed stosem wojownika stała jeszcze jedna postać, otoczona przez zgromadzonych niemal nabożną czcią. Był to ich władca, potężny Mieszko, który od lat swoją przemyślnością, sprytem i żelazną pięścią jednoczył ziemie na wschód od Odry. Podobnie jak inni nosił zbroję a do jego pasa przymocowany był miecz. Przybył niedawno z drogi, co koń wyskoczy, na wieść o śmierci brata w kolejnej już przegranej przez niego bitwie z Wieletami i Wolinianami. Płomienie zaczęły pochłaniać podstawę stosu oświetlając zgromadzonych migotliwym, pomarańczowym światłem. Twarz Mieszka była posępna i nieprzenikniona. Nie zdradzała emocji jak przystało na wojownika. Wpatrywał się w milczeniu w spowite dymem i płomieniami ciało brata. Zgromadzonym wojownikom wydawać się mógł niczym spiżowy pomnik herosa z dawnych legend. Uważny obserwator dostrzegłby jednak, że za ścianą nieruchomego spojrzenia potężny umysł dokonuje właśnie chłodnej i realistycznej, politycznej kalkulacji.

Według Windukinda z Korbei opisana scena mogła mieć miejsce w roku 963 po narodzinach Chrystusa. Kronikarz ten, w swojej Kronice Saskiej wspomina o dwóch bitwach przegranych przez niewymienionego z imienia brata słowiańskiego księcia Mesko. Dla wpatrującego się w płomienie władcy ziem dzisiejszej Wielkopolski był to rok przełomowy. Historia życia Mieszka I bez wątpienia świadczy o tym, że był on człowiekiem o nieprzeciętnej umysłowości, zmyśle politycznym i umiejętności dynamicznej egzekucji swoich działań. W dzisiejszych kategoriach powiedzielibyśmy, że był politycznym szachistą, który wyprzedzał swoich przeciwników o kilka ruchów, przy czym ruchy te rozstawione były zarówno w czasach mu współczesnych jak i zakotwiczone w przyszłości. W drugiej połowie X w. kwitnące państwowości słowiańskie były przedmiotem wyniszczających inwazji. Z południa organizowane były liczne wyprawy łupieżcze, których celem było pozyskanie brańców transportowanych następnie do Pragi, która była wówczas wielkim ośrodkiem handlu niewolnikami z tych terenów. Pojmani Słowianie przemieszczani byli następnie dalej na południe do Cesarstwa Bizantyjskiego i innych odległych krain, gdzie ich nietypowa uroda i wytrzymałość cieszyły się nieustającym popytem. Handel niewolnikami był tak intratny, że nigdy nie brakowało chętnych do finansowania oddziałów awanturników, którzy organizowali wyprawy na tereny dzikiej i brutalnej w mniemaniu współczesnych słowiańszczyzny. Wrażenia te wzmacniały w Konstantynopolu wspomnienia łupieżczych wypraw tych wojowniczych plemion, które podchodziły czasem nawet pod mury stolicy imperium. Czasy wielkich migracji jednak już wtedy minęły a nieludzkiemu procederowi sprzyjały skojarzenia z barbarzyńcami jak również ewidentna słabość politycznie niezorganizowanych plemion słowiańskich. Jednocześnie, ze strony Europy Zachodniej od blisko 200 lat trwała nieustanna akcja chrystianizacyjna prowadzona przez żywioł germański kierowany przez cesarza, wówczas jeszcze nazywanego rzymskim.
Rok 963 był przez to dla Mieszka tym bardziej rokiem przełomowych decyzji. Wychowany w politycznej strefie zgniotu władca bez wątpienia od dziecka sprawnie poruszał się w skomplikowanej sieci zależności zarówno kultury i plemion słowiańskich oraz świadomy był uwarunkowań niesionych przez rozwijającą się wówczas kulturę zachodnią. Chrześcijaństwo rozwijające się wówczas blisko dziesięć stuleci wchodziło w trajektorię rozkwitu, która miała nadać Europie rozwój największy w dziejach świata. Klasztory rozwijały nowe technologie uprawy, kwitło życie naukowe w postaci epistemologii, rozkwitu debat wielkich myślicieli chrześcijańskich, unifikacji języka nauki, sztuki oraz architektury. Mieszko wywodził się ze świadomej elity. Jego protoplaści z pewnością uczestniczyli w wydarzeniach politycznych oraz militarnych wspólnot słowiańskich ukierunkowanych przeciwko opisywanym powyżej zjawiskom. Jako wytrawny polityk, miał sieć swoich wywiadowców I informatorów w państwach Europy. Wpatrując się w stos pogrzebowy brata wiedział już wówczas zapewne, że w roku tym cesarz Otton I z dynastii Rudolfingów koronował się na Cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Otton I rozpoczął tym samym wielowiekowy proces jednoczenia się Niemiec. Współczesne Mieszkowi Cesarstwo było wówczas bardzo podzielone. Polski władca wiedział jednak, że rozbite państewka do zjednoczenia potrzebują wspólnej sprawy. Takim idealnym elementem były bez wątpienia akcje chrystianizacyjne kierowane z wielką skutecznością na tereny słowiańszczyzny. Wyprawy łupieżcze organizowane przez margrabiów niemieckich, dodatkowo wspieranych przez licznych przedstawicieli stanu rycerskiego jak i zwykłych awanturników były przedsięwzięciem bardzo zyskownym. Dla wielu drugich i kolejnych synów europejskiej szlachty była to droga do wzbogacenia się oraz zdobycia pozycji umożliwiającej strategicznie korzystny, dynastyczny mariaż. Akcje chrystianizacyjne były też przedsięwzięciem, do którego namawiali masowo niemieccy biskupi liczący na rozszerzenie swoich wpływów na nowe tereny. Misyjny charakter tej ekspansji sprawiał, że przyciągała ona wielu ludzi również z pobudek pozytywnych. Rzesze misjonarzy niosły Słowo Boże oraz cywilizację tam, gdzie w ówczesnym mniemaniu panował dziki mrok barbarii pełnej ludów czczących istoty demoniczne.
Mieszko doskonale zdawał sobie sprawę z obu zagrożeń. Sam już od wielu lat prowadził wielowymiarowe działania mające na celu skontrowanie tych zjawisk. Zjednoczenia ziem słowiańskich dokonywał z wielką wprawą. Wspólną sprawą była walka z ośrodkami handlującymi niewolnikami. Mieszko jako sprawny dyplomata przekonywał plemiona do ustanowienia wspólnej państwowości. Tych, których nie mógł przekonać doprowadzał do porządku mieczem. W ten sposób szybko zjednoczył pod sobą ziemie dzisiejsze środkowej i południowej Polski. Wiedział jednak, że aby zbudować silną gospodarczo wspólnotę, będzie potrzebował dostępu do morza, a przede wszystkim do Wolina, Kołobrzegu oraz mało jeszcze znaczącego, ale rozwijającego się Gdańska. Stąd wzięły się jego wyprawy na Pomorze, którym żywiołowo sprzeciwili się Wieleci i Wolinianie. Sprawa skomplikowała się znacznie, gdy w działania tych plemion włączył się niemiecki awanturnik, Graf Wichman. Na nieszczęście Mieszka był on członkiem rodziny cesarskiej jak I reprezentantem elity ówczesnej Europy. Cesarz nie lubił Wichmana, który wielokrotnie mu się sprzeciwiał a nawet działał przeciwko niemu. W rezultacie tych poczynań Otton I skazał kłopotliwego rycerza na banicję. W sytuacji tej jedyną drogą do rehabilitacji niemieckiego szlachcica było wykazanie się czynem zbrojnym w wielkiej sprawie a sprawę taką dostarczył mu słowiański książę Mesko, o którym głośno już wówczas było na cesarskim dworze. Margrabiowie niemieccy od lat już podbijali tereny dzisiejszych Niemiec Wschodnich I łakomie patrzyli na dalsze ziemie. Nie w smak im był ten nowy pogański władca, który zgromadził wokół siebie znaczącą siłę zbrojną, jednoczył ziemie, niszczył intratny handel ludźmi a teraz rościł sobie prawa do Pomorza, które było już wtedy wpisane w model ekspansji niemieckiej na wschód. W oczach ówczesnych elit był to kolejny cel dla wielkiej machiny Cesarstwa. Problem stanowiła ocena realnej siły tego nowego przeciwnika. Z tego powodu dwór cesarski z zainteresowaniem śledził poczynania awanturniczego Wichmana, który ze swoim pocztem jazdy włączył się w konflikt o Pomorze przejmując dowodzenie nad siłami Wieleckimi I Wolińskimi. Działania te okazały się bardzo skuteczne. Mając za sobą silnego i zaprawionego w bojach niemieckiego sojusznika siły te zaczęły odnosić sukcesy w wyprawach, których ukoronowaniem były dwie nieznane z miejsca bitwy na Pomorzu w roku 963, w których zginął dowodzący wyprawą polską brat Mieszka. Polski książę znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Patrząc na ciało brata trawione przez płomienie stosu pogrzebowego, oczami wyobraźni mógł widzieć siebie w tej samej sytuacji w niedalekiej przyszłości. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wyprawy Wichmana nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Jednocześnie wiedział, że nawet jeżeli odniesie zwycięstwo militarne, to i tak wkrótce znajdzie się w sytuacji wielkich związków Słowian Zachodnich, systematycznie osłabianych i asymilowanych. Wspomniane związki to Obodrzyce, Wieleci i Serbowie Łużyccy. Na grupy te składały się dziesiątki pomniejszych plemion, które od blisko 200 lat prowadziły walkę z nieustającym żywiołem, którego siłą napędową było Chrześcijaństwo. Mieszko bez wątpienia zdawał sobie sprawę z tego faktu I wiedział, że na dłuższy dystans sam opór zbrojny doprowadzi jego księstwo do nieuchronnej klęski.

W kategoriach współczesnej geopolityki opisywanej przez Zbigniewa Brzezińskiego Mieszko byłby umieszczony na szachownicy wymuszającej na nim jedynie te ruchy, które doprowadzą go do realizacji nieswoich celów kosztem własnej anihilacji. To właśnie w tym miejscu po raz kolejny objawił się geniusz tego władcy. Musiał działać stanowczo i na tyle nieszablonowo, żeby sparaliżować wrogie mu siły. I zrobił to. Przerysował szachownicę na nowo.
Grzegorz Gałczyński
Przypomnijmy. Po dwóch latach spędzonych w polu, z dala od domu, w ciągłym trudzie i niewczasach, powrócił nasz bohater na krótki odpoczynek w domowe pielesze. Ciężki musiał być ów urlop żołnierski, gdyż właśnie pod koniec zimy 1658 roku ukochana Marysieńka stanęła na ślubnym kobiercu z Zamoyskim. Jan Zamoyski był nie tylko bogaty, ale również położył ogromne zasługi w walce z rebelią kozacką a w czasie najazdu szwedzkiego stał wiernie przy królu polskim i Zamościa nigdy nie poddał.
Zamoyski nie osiągnął szczęścia rodzinnego -napisał cytowany już wybitny historyk Tadeusz Korzon. Piękna małżonka, zaledwie 16. letnia szybko zaczęła się nudzić w prowincjonalnym miasteczku i uskarżać na zdrowie. Często też dla „ratowania zdrowia” udawała się do Warszawy, na dwór królewski, do królowej Ludwiki Marii. Nie można dziwić się świeżo poślubionej małżonce, że tęskniła za swoją opiekunką. Przybyla przecież wraz z nią do Polski, gdy miała zaledwie 4 latka.
Dlaczego księżniczka francuska Ludwika Maria oddana za żonę królowi Polski Władysławowi IV, postanowiła zabrać ze sobą w tak daleką i niebezpieczną podróż zaledwie czteroletnią dziewczynkę? - to pytanie nurtowało historyków od dawna. Gdy narzeczona zawitała do Polski, na dworze natychmiast rozeszły się szkaradne plotki, że maleńka Maria Kazimiera jest w rzeczywistości dzieckiem królowej, owocem wcześniejszego romansu. Czy była to prawda, tego po dziś dzień nie wiemy.
Rodowodu przyszłej naszej królowej nie wypada jednak opierać na plotkach. Zatem przedstawiamy oficjalną wersję; Dziewczynka urodziła się 28 czerwca 1641 roku w Nevers. Pochodziła z zubożałego rodu d Arquien. Ojciec służył jako skromny kapitan w gwardii brata króla Ludwika XIII, matka sprawowała obowiązki ochmistrzyni dworze Ludwiki Marii Gonzagi. Rodzice obdarzeni zostali licznym potomstwem, mieli siedmioro dzieci, pięć córek i dwóch synów.
Przyszła żona Władysława IV zabierając ze sobą malutką dziewczynkę chciała po prostu ulżyć ciężkiej sytuacji swojej ochmistrzyni. Razem z królową przybyły do Polski i inne panny, ale wszystkie były o kilka lat starsze. Były ładne, ale niebogate a monarchini wydając ich za możnych panów chciała z ich pomocą stworzyć własne stronnictwo polityczne, w którym” zięciowie dworu” odgrywaliby ważna rolę.
Małżeństwo Ludwiki Marii i Władysława IV skończyło się po dwóch latach. Owdowiała królowa niebawem poślubiła młodszego brata króla - Jana Kazimierza.
Maleńka Marysieńka wychowywała się pod okiem królowej i otrzymała niezwykle staranne wyksztalcenie, znała język francuski, literaturę francuską, znała też doskonale język polski w mowie i piśmie oraz wiele polskich przysłów i porzekadeł, które potrafiła celnie używać. Marysieńka, śliczna, mała dziewczynka przebywała w najbliższym otoczeniu królowej, towarzyszyła jej nieustannie. A gdy podrosła, Ludwika Maria postanowiła wydać swą ulubienicę za mąż i szukała dla niej jak najlepszej partii. Królowa uczestniczyła zapewne w pamiętnym balu, na którym jej wychowanka spotkała przystojnego, młodego Jana Sobieskiego, ale godniejszym ręki panny był – według królowej- właśnie pan na Zamościu. Ogrom jego fortuny wyrównał z nawiązką zupełny brak ambicji politycznych, skłonność do alkoholu, nieciekawy charakter i nieciekawą umysłowość – uważa współczesny biograf Zbigniew Wójcik.
Oświadczyny Zamoyskiego zostały przyjęte, chociaż jak powiadano serce Marysieńki biło dla Sobieskiego. W marcu 1658 roku odbył się ślub, a po ślubie młoda para wyjechała do Zamościa.
Wiemy, że młoda mężatka miała sposobność spotykania się z człowiekiem, który nie był jej obojętny. Marysieńka widywała Sobieskiego w Zamościu lub Zwierzyńcu i wiemy, że już w drugim roku swego pożycia małżeńskiego pisze do niego o różnych drobnych sprawach i przygodach swoich, daje mu polecenia co do zakupu koronek i płócien holenderskich, co do oprawy szmaragdów i dymentów….
Nad korespondencja Marysieńki i Jana Sobieskiego od lat pochylają się zawodowi historycy. Żaden fakt, słowo, zdarzenie nie uchodzi ich uwadze. Listy uznane zostały za jedne z najpiękniejszych zabytków epistolografii staropolskiej, istne perły XVII-wiecznej stylistyki, jedne z najpiękniejszych listów, jakie kiedykolwiek napisano w języku polskim.
Zatrzymajmy się jednak na początkach korespondencji pani Zamoyskiej do sąsiada. Współczesna historyczka Aleksandra Skrzypietz, która w swoich książkach przedstawia nam przede wszystkim prywatne życie rodziny Sobieskich, zrywa z dotychczasową wizją, zgodnie z którą to Jan Sobieski zainicjował związek tych dwojga ludzi. I pokochał „jedyną serca i duszy pociechę” od pierwszego wejrzenia. Dochodzi do wniosku, że pierwsze listy wymieniane między Janem i wojewodziną były efektem jej inicjatywy. W listach prosi sąsiada o drobne przysługi, zakupy dla niej, gdy on będzie w Warszawie, o dworskie ploteczki, co słychać na dworze. Dlaczego nie poprosiła dawnych przyjaciółek, panien dworskich o zakupy i informacje, co dzieje się na dworze?

|
Miniatura przedstawia króla Jana i Marysieńkę |
A może chorąży jej się podobał i próbowała znaleźć pretekst do podtrzymania żywszych kontaktów z młodym, przystojnym, pełnym życia mężczyzną? – zastanawia się Aleksandra Skrzypietz.
Z czasem, jak wynika z analizy korespondencji znajomość między chorążym koronnym a panią Zamoyską wkroczyła na całkiem nowe tory. Maria Kazimiera podsunęła Sobieskiemu lekturę popularnych wówczas romansów i w listach zaczęły pojawiać się zupełnie nowe nuty.
Wspólna lektura francuskich romansów odegrała z pewnością niezwykłą rolę w kształtowaniu uczuć, zwłaszcza Jana Sobieskiego- uważa Aleksandra Skrzypietz.
Tymczasem, gdy Maria Kazimiera i Jan Sobieski wymieniali listy, zakończyła się wojna ze Szwedami, podpisany został pokój w Oliwie. Jednak nasza ojczyzna nie zaznała jeszcze spokoju. Wciąż toczyła się wojna z Rosją a wewnątrz kraju trwały spory między stronnictwem francuskim z królową na czele a sprzeciwiającymi się planom dworu częścią szlachty i magnaterii. Jan Sobieski był aktywnym rzecznikiem stronnictwa profrancuskiego.
Wróćmy jednak do naszych bohaterów. W 1661 roku w Sobieskim nastąpił przełom daleko poważniejszy niż się może nam wydawać. Z przyjaciela domu przedzierżgnął się bowiem w przepełnionego miłością adoratora Marii Kazimiery- zauważa nie tylko cytowana A. SSkrzypietz alei Zygmunt Wójcik, autor fundamentalnej biografii Jana Sobieskiego. Dyskretny flirt z wojewodziną sandomierką stopniowo, ale w sposób nieuchronny przeradza się w romans.
Uczucie, którego pan chorąży nie umiał, a przede wszystkim zapewne nie chciał stłumić, ogarniało go coraz bardziej.

|
Klasztor Karmelitów Bosych w Warszawie |
W listach Marysieńki pojawiają się też wzmianki o tym, jak nieszczęśliwa jest w małżeństwie z Janem Zamoyskim. Sejm 1661 roku był dla obojga okazją spotykania się w Warszawie. Widywali się często, pisywali do siebie listy. Na szczęście zachowały się dwa listy Sobieskiego z tego okresu: „Kiedy mogę mieć ten honor śliczną WPani obaczyć twarz?...”
„Stosunki serdeczne zakochanych doszły do takiej temperatury, że oboje przyszli do kościoła Karmelitów w Warszawie, w dzień św. Jana 1661 r. i solenizant przysiągł Marysieńce przed ołtarzem miłość dozgonną” - pisał Tadeusz Korzon. I owego wydarzenia, które przeszło do historii pod nazwą ślubów karmelitańskich, nie pozostawia bez komentarza: „Przypuszczając, że z jego strony była to jedynie uroczysta obietnica niepojmowania żadnej innej kobiety w małżeństwo: dziwnym wszakże wydać się może taki ślub wobec żony sąsiada i towarzysza broni, a przede wszystkim wobec cudzej żony, wobec religii, która przecież głęboko w sercu Sobieskiego ugruntowana była .Dziwniejsze jeszcze, że Marysieńka przysięgi żadnej wtedy nie wyrzekła, ani rozwodu z Zamoyskim nie obiecywała, wskazując chyba jakieś odlegle nadzieje”.
Surowy osąd historyka, zwanego „ojcem narodu” łagodzi współczesny biograf wielkiego króla-Zbigniew Wójcik. Uważam, iż wszystko, co można było na ten temat przebadać, już przebadano i nie ma potrzeby wgłębiać się w historię tego epizodu z życia przyszłego króla czy kruszyć kopii o szczegóły. Sam fakt spotkania w kościele nie ulega wątpliwości, jest również rzeczą pewną, iż miało ono charakter romantyczny. Romans wojewodziny sandomierskiej z chorążym koronnym nie tylko nie zakończył się, lecz nabrał nowej siły, nowych rumieńców i stał się wkrótce ogólnie znaną” tajemnicą” w Rzeczypospolitej.
Opr. Barbara Olak
PS. Klasztor Karmelitów Bosych w Warszawie założony został w 1639 roku przy Krakowskim Przedmieściu. Władze carskie skasowały go w roku 1864 za udział Karmelitów Bosych w Powstaniu Styczniowym. Do dnia dzisiejszego klasztor i przylegający kościół pw. Wniebowzięcia NPM i św. św. Józefa pozostaje w rękach Archidiecezji Warszawskiej.
„Miejsca pamięci narodowej upamiętniające polski czyn niepodległościowy rozsiane są po całym świecie. Podobnie jest na terenach dzisiejszej Polski oraz w warszawskiej Dzielnicy Wilanów. Na terenie naszej dzielnicy można odnaleźć ponad trzydzieści takich miejsc. Są one znaczone tablicami pamiątkowymi, obeliskami, krzyżami czy poszczególnymi mogiłami. Jest także duża kwatera wojskowa na cmentarzu wilanowskim oraz Cmentarz Powstańców Warszawy w Powsinie. Najwięcej takich obiektów jest w naszych starych kościołach: św. Anny w Wilanowie i św. Elżbiety w Powsinie”. Niniejszy cykl opowiada o tych miejscach, przypomina ich historię oraz historię wydarzeń, z którymi są związane. Informacje te zostały zawarte również w książce „Wilanowskie miejsca pamięci”, której autorem jest Pan Krzysztof Kanabus.
„I w płaczu wyznawałem cię panie”
Na wilanowskim cmentarzu znajduje się epitafium - tablica nagrobna Powstańca Styczniowego Franciszka Szelągowskiego. Jest ona wmurowana w zewnętrzną ścianę kaplicy cmentarnej. Sam grób się nie zachował, choć znane jest miejsce, gdzie się znajdował.
Franciszek urodził się 4 października 1823 r. w Kaliszu, w rodzinie Kazimierza i Kunegundy. W latach 1850-63 pracował jako nauczyciel w szkole elementarnej w Lutomiersku, a od 1863 r. w Łasku.
Był żonaty z Emilią z Miecińskich.

|
Tablica-epitafium upamiętniająca powstańca styczniowego Franciszka Szelągowskiego |
Za udział w Powstaniu Styczniowym, w którym pełnił prawdopodobnie funkcję naczelnika cywilnego Lutomierska, został on zesłany na Syberię na okres 25 – 30 lat katorgi. Pracował w kopalni srebra w Nowym Akatuju, położonej na terenie Kraju Zabajkalskiego. (W tym samym więzieniu przebywał na zesłaniu Piotr Wysocki przywódca Powstania Listopadowego). Utrzymywał kontakt listowny z rodziną. W kraju pozostawił ciężarną żonę, która 4 sierpnia 1863 r. urodziła córkę – Marię Kunegundę. Emilia Szelągowska zapewne niedługo po tym zmarła. Można tak wnioskować, ponieważ małą Marią Kunegundą zaopiekowali się Korneli i Maria Romoccy właściciele ziemscy z Lutomierska. (Z tej rodziny pochodzili kpt. Andrzej Romocki „Morro” i ppor. Jan Romocki „Bonawentura” żołnierze batalionu „Zośka” polegli w Powstaniu Warszawskim). To oni wyrobili metrykę urodzenia małej Marii Kunegundzie dopiero, gdy ta miała dziesięć lat. Spowodowane to było zapewne tym, że jej ojciec przebywał w więzieniu, a matka nie żyła.
Pani Maria już jako dorosła panna była nauczycielką w domu administratora majątku wilanowskiego Konstantego Twardowskiego. Pan Franciszek Szelągowski po odbyciu kary na Syberii, przybył do Wilanowa, gdzie odnalazł swoją córkę, którą zobaczył po raz pierwszy w życiu, już jako dorosłą kobietę. Administrator Dóbr Wilanowskich Konstanty Twardowski, u którego pracowała Maria córka Pana Franciszka, przyjął pod swój dach powracającego po 25 latach katorgi Powstańca – Weterana i podobnie jak Marię „prawie do rodziny włączył”. Miało to miejsce zapewne w roku 1889-90, gdyż wcześniej, do 1888 r., Konstanty Twardowski był zarządcą majątku Białołęka. Maria Szelągowska nie wyszła za mąż i przez około 19 lat opiekowała się swoim ojcem, mieszkając razem z nim w Wilanowie. Franciszek Szelągowski dożył starości otoczony miłością córki i szacunkiem domowników, zmarł w Wilanowie 14 kwietnia 1909 r. Jego śmierć zgłosili Konstanty Twardowski zarządca majątku Wilanów i Jakub Mścichowski – kasjer, obaj z Wilanowa. Potwierdzają to dokumenty z archiwum parafii św. Anny w Wilanowie. Weterana – Powstańca Styczniowego pochowano na wilanowskim cmentarzu parafialnym w drugiej alejce po prawej stronie od głównego wejścia. Spoczął w mundurze i szablą przy boku.
W latach osiemdziesiątych XX w. grób Pana Franciszka Szelągowskiego i ego córki Marii, odwiedzała starsza pani, która była córką administratora i uczennicą pani Marii. Była to zapewne Jadwiga Józefa Deresz z domu Twardowska chrześnica Marii Kunegundy Szelągowskiej. Tak wspominała Pana Franciszka Szelągowskiego: „Był to wysoki starzec, miał siwe długie włosy, wąsy i brodę. Nazywany był dziadkiem. Pracował w ogrodzie, gdzie pielęgnował drzewa owocowe i przy domu, cały dzień będąc aktywnym. Dużo czytał. Codziennie chodził do kościoła. Był skromnym cichym człowiekiem”.
Pani ta, autorka wspomnień, opiekowała się Marią Szelągowską do jej śmierci w 1961 r. Według księdza Bogusława Bijaka, rodzina jej mieszka w Anglii. Pod koniec lat osiemdziesiątych członkowie rodziny zamówili Mszę żałobną w kościele wilanowskim.
Krzysztof Kanabus
Informacje wykorzystane w tekście pochodzą głównie od pani Barbary Rowickiej i innych osób.
Dokumenty parafii św. Anny w Wilanowie
Metryki USC – p. D. Bekalarek
CHRZTY
Polecamy opiece Matki Bożej Tęskniącej ochrzczone Dzieci, Rodziców i Chrzestnych
POGRZEBY
Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie.



Po raz pierwszy od wielu lat wielkoczwartkowa liturgia byłą sprawowana z wielce wymownym obrzędem umycia nóg. Po kazaniu Ks. Pawła Rawskiego MIC (naszego Gościa z misji wietnamskich, czasowo przebywającego w Polsce), zgodnie z liturgicznym wskazaniem, Ks. Proboszcz zdjął ornat, w który był ubrany od początku liturgii, przepasał się białym płótnem i z dzbanem czystej wody oraz drugim kawałkiem płótna służącym za ręcznik, dokonał obrzędu obmycia nóg 12 mężczyznom zasiadającym przed prezbiterium na specjalnych ławach. To nawiązanie do sceny z Ostatniej Wieczerzy, podczas której sam Jezus obmywał nogi swoim Apostołom dając im przykład tego, czym jest pasterska posługa, jaką będą sprawować w Kościele już po Jego Wniebowstąpieniu.

Po Mszy św. rozpoczynającej całe Triduum Paschalne procesja z Najświętszym Sakramentem udała się do przygotowanej przez Siostry ciemnicy, gdzie przez najbliższe godziny będzie przechowywane Ciało uwięzionego Zbawiciela.


To jedyny dzień kalendarzowy w całym roku, kiedy Kościół nie sprawuje Eucharystii, a celebruje – bardzo uroczyście – Liturgię Męki Pańskiej odczytując fragment Męki opisany w Ewangelii według św. Jana Apostoła. Podczas trwającej zazwyczaj długo Adoracji Krzyża (każdy z wiernych osobiście mógł ucałować Krzyż eksponowany przez ministrantów) tradycyjnie zbierano ofiary na utrzymanie Grobu Pańskiego w Jerozolimie.
Po obrzędzie Komunii św., cała Liturgia Męki Pańskiej zakończyła się uroczystą procesją do Grobu z Najświętszym Sakramentem umieszczonym w monstrancji okrytej białym welonem. Adoracja w Grobie trwała jeszcze blisko przez godzinę.

Ołtarz na znak śmierci Pana Jezusa został całkowicie obnażony, a przed Krzyżem ustawionym centralnie w prezbiterium aż do Wigilii Paschalnej (tylko w tym jednym dniu w całym roku) jest obowiązek przyklękania.
W kościele w Powsinie – jak co roku od godz. 10:00 – rozpoczęło się błogosławieństwo pokarmów na stół wielkanocny. Kapłani błogosławili pięknie ozdobione i przyniesione do świątyni koszyczki pełne wielkanocnych pokarmów. Składali życzenia świąteczne od Kapłanów, Sióstr Felicjanek i Osób świeckich posługujących w Parafii św. Elżbiety, zachęcali do adoracji Pana Jezusa w Grobie i do udziału w kolejnych celebracjach liturgicznych, przede wszystkim w Wigilii Paschalnej oraz procesji rezurekcyjnej.


W samo południe (!) błogosławieństwo pokarmów odbyło się też osobno, na prośbę mieszkańców Bielawy i okolic, w budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Bielawie. Zebrało się w tym miejscu równocześnie ponad 100 osób, które ze swoimi koszyczkami przybyły na to poświęcenie. Szczególne zainteresowanie licznie obecnych dzieci wzbudził też tradycyjny mini-konkurs wiedzy religijnej, który Pani Sołtys wraz z Ks. Proboszczem przygotowali dla najmłodszych. Dzieci wyrywały się do odpowiedzi zanim pytanie zostało odczytane do końca, a pamiątki w postaci czekoladowych zajączków i wielkanocnych ozdób świątecznych wywołały uśmiech na każdej dziecięcej twarzy. Rozdano wszystkie nagrody i słodkie upominki. Nikt nie odszedł nie zauważony lub zapomniany. Wielkimi krokami zbliżają się Święta!



Równo o godz. 19:00 z zakrystii wyruszyła przed kościół imponująca procesja liturgiczna z dymiącą kadzielnicą i Paschałem. Po poświęceniu ognia i oznaczeniu paschału procesja weszła do ciemnego kościoła, aby stopniowo napełniać go światłem Chrystusa. Po odśpiewaniu Orędzia Paschalnego i niezwykle przejmującej acz wymownej Liturgii Słowa ponownie – wraz z hymnem Chwała na wysokości Bogu – zabrzmiały parafialne organy i wszystkie dzwony zwiastujące niezwykłą noc Zmartwychwstania naszego Pana, a kościół „eksplodował” pełnią swoich świateł radośnie oznajmiając wszystkim zebranym, że Chrystus Zmartwychwstał!
Cała, niezwykle bogata Liturgia, trwała ponad 2 godziny, a zakończyła się majestatycznym hymnem „Alleluja” w wykonaniu naszego chóru parafialnego, zaczerpniętym z Oratorium Georga Friedricha Händla„Mesjasz”. Wszyscy wychodzili z kościoła radośni i odnowieni udziałem w Misterium Zmartwychwstania Pana, umocnieni darem Eucharystii i duchem pokoju, który w naszych niespokojnych czasach przyjęli na końcu Ofiary Mszy św. wraz z uroczystym śpiewem: „Idźcie w pokoju Chrystusa! Alleluja! Alleluja!”


Procesja rezurekcyjna rozpoczęła się zgodnie z wieloletnią tradycją o godz. 6:00 rano. Parafianie stawili się licznie pomimo wczesnej pory. O dziwo (tym razem!) poza głosem dzwonów kościelnych nie było słychać żadnych fajerwerków, głośnych wystrzałów czy wybuchów, odgłosów nieokiełznanego huku gwałtownego obwieszczania Zmartwychwstania! Czyżby jakaś nowa, świecka tradycja – skupienia i ciszy w promieniach wschodzącego Słońca!? Zobaczymy!


|
INTENCJA PAPIESKA NA MAJ 2026 Aby wszyscy mieli dostęp do pożywienia Módlmy się, aby wszyscy – od dużych producentów po drobnych konsumentów – unikali marnowania żywności i dążyli do zapewnienia każdemu dostępu do pożywienia dobrej jakości |
|
NABOŻEŃSTWA
|
1 V – PIERWSZY PIĄTEK MIESIĄCA – wspomnienie św. Józefa, rzemieślnika
2 V – PIERWSZA SOBOTA MIESIĄCA – UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY, KRÓLOWEJ POLSKI [przeniesiona z dnia 3 maja]
3 V – PIĄTA NIEDZIELA WIELKANOCY – PIERWSZA NIEDZIELA MIESIĄCA
4 V – PONIEDZIAŁEK – wspomnienie św. Atanazego, biskupa i doktora Kościoła oraz św. Floriana, męczennika, patrona strażaków i hutników
6 V – ŚRODA – ŚWIĘTO ŚW. APOSTOŁÓW, FILIPA I JAKUBA
7 V – PIERWSZY CZWARTEK MIESIĄCA
8 V – PIĄTEK – UROCZYSTOŚĆ ŚW. STANISŁAWA, BISKUPA I MĘCZENNIKA, GŁÓWNEGO PATRONA POLSKI I ARCHIDIECEZJI
9 V – SOBOTA – UROCZYSTOŚĆ NMP ŁASKAWEJ, GŁÓWNEJ PATRONKI STOLICY
10 V – SZÓSTA NIEDZIELA OKRESU WIELKANOCNEGO
13 V – ŚRODA – Wspomnienie NMP z Fatimy
14 V – CZWARTEK – ŚWIĘTO ŚW. MACIEJA, APOSTOŁA
15 V – PIĄTEK
16 V – SOBOTA – UROCZYSTOŚĆ ŚW. ANDRZEJA BOBOLI, PREZBITERA I MĘCZENNIKA, PATRONA POLSKI I METROPOLII
17 V – UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO [SIÓDMA NIEDZIELA OKRESU WIELKANOCNEGO]
19 V – WTOREK – wspomnienie bł. Elżbiety Róży Czackiej, dziewicy
22 V – PIĄTEK – wspomnienie św. Rity z Cascii, zakonnicy
24 V – NIEDZIELA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO
25 V – PONIEDZIAŁEK – ŚWIĘTO NMP, MATKI KOŚCIOŁA
26 V – WTOREK – DZIEŃ MATKI – wspomnienie św. Filipa Nereusza, prezbitera
28 V – CZWARTEK – ŚWIĘTO JEZUSA CHRYSTISA, NAJWYŻSZEGO I WIECZNEGO KAPŁANA – JUBILEUSZOWY (II.) DZIEŃ SKUPIENIA W ROKU JUBILEUSZOWYM (dzień Liturgicznej Służby Ołtarza)
29 V – PIĄTEK – wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy
31 V – NIEDZIELA (IX zwykła) – UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ
1 VI – PONIEDZIAŁEK – MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ DZIECKA – wspomnienie św. Justyna, męczennika
|
NABOŻEŃSTWA CZERWCOWE
|
Kalendarium zredagował ks. Proboszcz Robert Tomasik, z wykorzystaniem schematów przygotowanych przez † ks. Jana Świstaka

Msze Św. w naszej świątyni.
- w dni powszednie. 7.00 i 18.00
- w niedziele. 7.00, 9.00, 10.30 dla dzieci, 12.00 i 18.00
Spowiedź. w dni powszednie o godz. 6.45 oraz 17.30, a w niedziele pół godziny przed każdą Mszą świętą
Kancelaria czynna. poniedziałek od 16 - 17, wtorek, środa, czwartek od 8 - 9 i od 16 - 17, w piątek od 8.00 - 9.00
Telefon. (0-22) 648 38 46
nr konta bankowego Parafii. 89 1240 2135 1111 0000 3870 8501
Parafialny Zespół Caritas. magazyn czynny w drugą i czwartą sobotę miesiąca 10.00-11.00 w Domu Parafialnym, ul. Przyczółkowa 56,
nr konta bankowego. 93 1240 2135 1111 0010 0924 9010
e-mail. [email protected]
e-mail Wiadomości Powsińskich. [email protected]
http. parafia-powsin.pl
TELEFON KS. DYŻURNEGO - 785 593 335
Bóg zapłać za ofiary na pokrycie kosztów druku gazetki!
"Redakcja WP działa pod opieką ks. Lecha Sitka. Sprawy dotyczące parafii Powsin opracowuje ks. Markos Płoński. Redaktor Naczelny. Agata Krupińska. Redaktor honorowy i twórca formatu Wiadomości Powsińskich. ks. Jan Świstak. Redakcja. Maria Zadrużna, Teresa Gałczyńska, Aleksandra Kupisz-Dynowska, Krzysztof Kanabus,. Nakład. 200 egz.